czwartek, 17 września 2015

Dan Simmons „Ilion”


Przyszłość. Z woli i pod kontrolą bogów, którzy za siedzibę obrali sobie wulkan Olympus Mons na Marsie, toczy się druga w dziejach wojna trojańska. Szturmowanie Ilionu obserwują przywróceni do życia scholiaści, badacze między innymi „Iliady” Homera, którzy są w obowiązku informować bogów o każdym odstępstwie od tego dzieła. Jeden z obserwatorów, Thomas Hockenberry cieszy się szczególnymi względami Afrodyty, która wybiera go na wykonawcę swojego niecnego planu. Dysponujący atrybutami zmieniającymi jego wygląd i transportującymi go z miejsca na miejsce oraz Hełmem Hadesa zapewniającym niewidzialność Hockenberry dostaje rozkaz od Afrodyty, aby zabił Atenę. Jednak mężczyzna rezygnuje z wykonania rozkazu, uświadamiając sobie, że tylko on może przerwać tę bezsensowną rzeź stworzoną na użytek okrutnych bogów. Hockenberry postanawia się zbuntować, stanąć przeciwko bogom, aby powstrzymać rychłą zagładę Troi.
W tym samym czasie cztery morawce, autonomiczne, rozumne organizmy biomechaniczne dostają zadanie inwigilacji Marsa, który w ostatnich latach wykazuje nasilenie aktywności kwantowej i terraformowania, co może zniszczyć Układ Słoneczny. Tuż po dotarciu na Czerwoną Planetę roboty mają umieścić w wulkanie Olympus Mons Urządzenie o tajemniczym przeznaczeniu, które być może ocali wszechświat. Na Marsa docierają tylko humaniści, pokojowo nastawieni, niezaprawieni w bojach Mahnmut i Orphu.
Tymczasem na Ziemi egzystuje próżniacza rasa ludzka, we wszystkich pracach wyręczana przez roboty i teleportująca się z miejsca na miejsce za pomocą faksowęzłów. Analfabeci niezaznajomieni z historią swoich przodków, interesujący się wyłącznie niemęczącymi rozrywkami i wystawnymi kolacjami. Sytuacja zmienia się, kiedy jeden z nich, posiadający zdolność czytania Harman u kresu swojego życia postanawia wyruszyć w podroż na poszukiwanie statku kosmicznego. Towarzyszą mu znajomi, Ada, Daeman i Hannah, a ich pierwszym przystankiem jest siedziba legendarnej, długowiecznej Savi, która odkryła tajemnice współczesnego świata i zna historię Zapomnianej Ery oraz postludzi, którzy najprawdopodobniej wyginęli jakiś czas temu.

Dylogia Dana Simmonsa, w moim mniemaniu jednego z najwybitniejszych autorów literatury science fiction, fantasy i horroru, w skład której wchodzą „Ilion” i „Olimp” spotkała się z dużym uznaniem krytyków. Pierwszą część uhonorowano Locus Award i nominowano do nagrody Hugo. Druga odsłona dylogii ukazała się już rok po premierze „Ilionu” w 2005 roku, ale raczej wątpliwe, żeby Simmonsowi zajęło tak niewiele czasu spisanie opasłego tomiszcza, będącego bezpośrednią kontynuacją wielowątkowego „Ilionu”. Pisarz moim zdaniem pracował nad „Olimpem” równolegle z „Ilionem”, choć oczywiście mogę się mylić, co jeśli moje podejrzenia są słuszne daje nadzieję na spójną, dopracowaną w najdrobniejszych szczegółach kontynuacje przygód bohaterów z pierwszej części. Cóż, przekonam się w trakcie lektury „Olimpu”, co bez wątpienia nastąpi, zważywszy na poziom emocji, jakich dostarczył mi „Ilion”.

Akcja „Ilionu” rozgrywa się na trzech odmiennych, reprezentowanych przez różnych bohaterów płaszczyznach w bliżej nieokreślonej, acz bez wątpienia odległej przyszłości. Najważniejszy człon opowieści, nawiązujące do tytułu książki wydarzenia rozgrywające się pod bramami Troi śledzimy z punktu widzenia scholiasty, Thomasa Hockenberry’ego. Simmons wykorzystuje narrację pierwszoosobową w czasie teraźniejszym tylko w przypadku tej części akcji, dzieje pozostałych bohaterów przedstawiając już w trzeciej osobie. „Ilion” w dużej mierze skonstruowano w oparciu o nawiązania do innych popularnych dzieł literackich. Simmons dalece zabawił się z intertekstualnością, co zapewne miejscami nastręczy niejakich kłopotów interpretacyjnych osobom niezaznajomionym z bezpośrednimi inspiracjami pisarza. Ale tylko miejscami, bo autor na kartach tej powieści dokonuje niełatwej sztuki przekształcenia ponadczasowych utworów w coś swojego, w dodatku tak kuriozalnego i pełnego niezaprzeczalnego uroku, że człowiek aż się zastanawia, czy wyobraźnia Simmonsa ma jakieś granice. Wszak w niniejszym dziele udowodnił, że w swoim umyśle swobodnie porusza się w różnych fantastycznych uniwersach, egzystuje zarówno w przestrzeni kosmicznej, jak na kilku planetach oraz odległych od siebie czasach i co najważniejsze potrafi przełożyć swoje wyobrażenia na język literacki w tak barwny sposób, że czytelnik ma wrażenie, jakby wniknął w jego umysł. Wskoczył do jego genialnej głowy, żeby stać się świadkiem największych dziwów, jakie tylko może wykreować ludzka wyobraźnia.

„Historia nie uczy nas niczego. Nic się nie zmienia.”

Największy wpływ na powstanie „Ilionu” miała „Iliada” Homera, której ducha (i mówię to, jako zagorzała czytelniczka tego utworu) Simmonsowi udało się przenieść na karty swojej powieści bezbłędnie. Za pośrednictwem scholiasty, Thomasa Hockenberry’ego, świadkujemy legendarnej wojnie trojańskiej w wydaniu mitologicznym i futurystycznym. Wielcy herosi zarówno ze strony Greków, jak i Trojan oraz olimpijscy bogowie są swego rodzaju hybrydami starożytności i przyszłości. Posiadają w sobie zarówno atrybuty nowoczesności, jak i czasów dawno minionych. Zaprawdę niebywałe uczucie – śledzić dialogi starożytnych wojowników i mitycznych bóstw, w których zgrabnie mieszają się archaizmy i egzaltacja ze współczesnymi, również wulgarnymi zwrotami. Zaprawdę dziwnie się odbiera rydwany zaprzężone w holograficzne rumaki, nanotechnologiczne ulepszanie organizmów, lecznicze kadzie, czy wreszcie teleportacyjne gadżety wtłoczone w znaną historię oblężenia Troi. Dziwnie, acz w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bowiem Simmons w niewymuszonym stylu zmusza swoich czytelników do wykroczenia poza granice naszej wyobraźni, do porzucenia naszych wyobrażeń o przebiegu legendarnej wojny i spojrzenia na nią z zupełnie nowej, o wiele barwniejszej aniżeli w eposie Homera perspektywy. Ale nie tylko to stanowi o geniuszu „Ilionu” – nie należy zapominać również o dwóch kolejnych członach tej historii. Wydarzenia skupiające się na morawcach, Mahnmucie i Orphu gatunkowo są najbardziej zbliżone do science fiction, co stanowi miłą odmianę dla hockenberryowskich wątków rodem z dark fantasy. Kosmiczna wyprawa robotów, ich interakcje z Małymi Zielonymi Ludzikami (MZL) zwanymi, emzetelami i zekami przeplatają się z długimi intelektualnymi konwersacjami podróżników o literaturze Marcela Prousta i Williama Szekspira, których to twórczość, szczególnie tego drugiego, zgodnie ze stylistyką, jaką narzucił sobie Simmons będzie miała swój udział w akcji „Ilionu”. Przyznaję, że początkowo wynurzenia morawców odrobinę mnie nużyły, szczególnie kiedy Mahnmut zagłębiał się w romantyczne szczegóły sonetów Szekspira, ale z czasem wszystko nabrało sensu, więc doradzam czytelnikom cierpliwość. Tutaj nic nie pojawia się bez przyczyny, wszystkie wątki poruszone przez autora podczas nieśpiesznego zawiązywania akcji są nieodzowne dla dalszego przebiegu fabuły. Może to oczywiście początkowo sprawiać wrażenie poplątania z pomieszaniem, w końcu Simmons zawarł w tej opowieści taką paletę zgoła odmiennych, przynależących do odległych od siebie tematycznie i gatunkowo dzieł, że całkowicie uzasadnione wydaje się wrażenie przesytu. Ale tylko na początku, bo z czasem cały ten miszmasz nabiera głębszego sensu i co jest wręcz niebywałym dokonaniem autora wszystko jest nierozerwalnie ze sobą związane. Owszem, w teorii wydaje się to wielce nieprawdopodobne – bo co może łączyć wyprawę nowoczesnych robotów na Marsa z toczącą się wojną trojańską? Pozornie wydaje się, że absolutnie nic, szczególnie jeśli dodamy do tego trzeci człon opowieści, przygodowo-fantastyczną wyprawę ludzi śladami statku kosmicznego przez jałową, zniszczoną przed wiekami Ziemię. Ale to tylko pozory, bo trzeba wam wiedzieć, że w pisarstwie Dana Simmonsa nic nie pojawia się bez przyczyny i nawet najbardziej górnolotne, zawoalowane pomysły mają swoją rolę w opowiadanej historii.

„Wy umiecie walczyć. Ludzie, bez względu na poziom ucywilizowania, zawsze są do tego zdolni. […] Zabijanie nosicie w genach.”

Wspomniana już ostatnia część składowa fabuły, skupiająca się na wyprawie czwórki ludzi śladami statku kosmicznego to wielowarstwowa epopeja o głębszym, podanym w podtekstach znaczeniu. Egzystujący od lat w małych enklawach na Ziemi, do których transportują się za pomocą tak zwanych faksowęzłów ludzie zatracili zdolność myślenia i wysiłku fizycznego. We wszystkim wyręczają ich roboty, serwitory, a ochronę zapewniają dwunożne stworzenia zwane wojniksami, pochodzące spoza Ziemi. Współcześni ludzie, po prawdopodobnym wyginięciu tak zwanych postludzi, rasy która przejęła panowanie na Ziemi po prymitywnej populacji z Zapomnianej Ery (czyli naszej) i która eksperymentowała z tunelami kwantowymi, oddają się tylko i wyłącznie niezobowiązującym rozrywkom. Przeszłość nie jest im znana (poza obrazem wyświetlanym za pośrednictwem tzw. całunów turyńskich, które nadają jedynie przebieg wojny trojańskiej), nie posiedli zdolności czytania i logicznego rozumowania. Wiedzą jedynie, że będą żyć równe sto lat, a potem przeniosą się do uniwersum postludzi i że w przypadkach przedwczesnej śmierci i odniesieniu poważnych ran zostaną przetransportowani do konserwatorni, w której zostaną wskrzeszeni/zregenerowani. Jedynie Harman, stojący na progu swojego doczesnego życia jest ciekawy świata i własnego jestestwa, jedynie on posiadł zdolność czytania, która wpoiła mu dociekliwość i natchnęła pociągiem do przygody. Kiedy w towarzystwie trójki przyjaciół rusza na niebezpieczną wyprawę po pełnych dziwacznych stworzeń, opuszczonych terenach na Ziemi, w trakcie której poznają wiekową Savi wszystko, w co dotąd wierzyli staje pod znakiem zapytania. Zapoznając się z historią ludzkości podczas tej pełnej przygód, opisanej z prawdziwym rozmachem wyprawy bohaterowie odkryją w sobie cechy, z których istnienia do tej pory nie zdawali sobie sprawy. Uzmysłowią sobie, jaką władzę nad światem mają technologiczne dokonania rasy ludzkiej i jak niebezpieczna jest niewiedza, egzystencja w skrajnej dobrowolnej ignorancji. Innymi słowy, Simmons, podobnie jak w przypadku pozostałych członów tej historii roztoczy przed naszymi oczami jedną z ewentualności naszej przyszłości, przy okazji w podtekstach uświadamiając nam, jakim zagrożeniem jesteśmy dla nas samych.

Cieszę się, że skończyłam już czytać to opasłe tomiszcze, bo zarwane noce poświęcone na lekturę „Ilionu” całkowicie mnie wyczerpały. Niech to będzie przestrogą dla potencjalnych czytelników owej genialnie skonstruowanej powieści – nie zasiadajcie proszę do lektury „Ilionu” po zmierzchu, bo jeśli choć w ułamku podzielacie moje preferencje literackie, jak tylko wkroczycie w świat Dana Simmonsa szybko go nie opuścicie. Chwila, w której przeczytacie pierwszą stronicę „Ilionu” będzie początkiem waszej zguby – pierwszym aktem dobrowolnego oddawania cennych, długich godzin swojego czasu we władanie Simmonsa, który gwarantuję to wam spożytkuje go do maksimum, z wprawą godną prawdziwego wirtuoza słowa pisanego i w sposób, którego najprawdopodobniej nigdy nie zapomnicie.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

8 komentarzy:

  1. Ja jestem w trakcie i również cholernie mi się podoba. Jestem pełen podziwu do tego autora, jak on potrafi tworzyć fabuły swoich książek, mnożąc liczbę wątków, a potem splatając to zręcznie w jedną całość. Czekałem na tę książkę tyle lat, że aż obawiałem się, czy spełni moje oczekiwania. Spełnia na tę chwilę w 100%. Ale dawkuje sobie tę przyjemność, żeby nie skończyć zbyt szybko. Nie wiem, jak napiszę recenzję. Ty napisała bardzo obszernie, myślę że nawet i za bardzo, ale biorąc pod uwagę fakt, że akcja dzieje się w 3 miejscach i fabuła jest bardzo rozbudowana, wcale mnie nie dziwi ta obszerność, bo o tej książce można gadać i gadać. Powiedz mi tylko, bez zdradzania szczegółów, czy zakończenie jest zamknięte, czy otwarte? Zastanawia mnie jakie jest powiązanie między Ilionem a Olimpem. Będzie trzeba czekać z niecierpliwością na kontynuację, czy to będzie raczej osobna historia, która w jakimś tam stopniu nawiązywać będzie do poprzedniczki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mnóstwie rzeczy nie napisałam. Musiałam skrócić swoje wywody, bo jak już zapewne zauważyłeś czytając, gdyby dokładnie omówić całe to uniwersum to palce by wysiadły;)
      SPOILER Zakończenie zdecydowanie otwarte KONIEC SPOILERA.

      Usuń
    2. Dokładnie. Powieść pod względem omawiana jest zapewne kroplą w morzu. Bardzo mi się to podoba, chociaż niewątpliwie najlepiej mi się czyta o wojnie trojańskiej. :)
      Ech, czyli to, czego się obawiałem: skończysz, chcesz czytać dalej, a tu Olimp co najmniej za kilka miesięcy będzie...ech....

      Usuń
    3. Nawet jakby już wyszła i tak bym sobie przerwę zrobiła. To znaczy, jestem ciekawa, co będzie dalej, ale jak jakaś książka mnie naprawdę wciągnie, tak jak zrobiła to lektura "Ilionu" to czytam aż padnę i to nocami, bo głównie wtedy mam więcej czasu. Nie potrafię dawkować sobie dobrych powieści i efekt jest taki, że chodzę niewyspana;)

      Usuń
    4. Ja też od razu bym się nie chwycił za to, ale na pewno w ciągu najbliższych 3-4 tygodni. No, ale nie ma co gadać. Trzeba czytać, jeszcze mi 200 stron zostało. Potem sam postaram się coś konstruktywnego napisać na jej temat. :) pozdrawiam

      Usuń
    5. Niby jest stare wydanie "Olimpu", podzielone na dwie części z uwagi na długość. Tylko nie wiem, jak z jego dostępnością.
      Co do recki to trzymam za słowo;) Chętnie poczytam o Twoim odbiorze tej książki.

      Usuń
  2. Zaintrygowałaś mnie i to mocno muszę przyznać. Jedyna moja obawa dotyczy faktu, że obecnie musze się dużo uczyć i nie wiem czy dla mojej edukacji rozpoczęcie tej pozycji byłoby dobrym pomysłem, skoro tak bardzo wciąga. Niemniej jednak będę miała ją na uwadzę :>
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstrzymaj się na razie, bo jak tematyka "Ilionu" Ci przypasuje to z nauki nici dopóki nie doczytasz do końca;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...