wtorek, 11 listopada 2014

„Alicjo, słodka Alicjo” (1976)


Catherine Spages po rozwodzie z mężem, Dominickiem, samotnie wychowuje dziewięcioletnią Karen i dwunastoletnią Alice. Młodsza właśnie przygotowuje się do Pierwszej Komunii, a uwaga, jaką poświęca jej matka wzbudza zazdrość u Alice. W trakcie nabożeństwa Karen zostaje zamordowana przez zamaskowanego oprawcę w żółtym ortalionowym płaszczu i prostej masce. Podejrzenia policji koncentrują się na Alice, czemu nie chce dać wiary jej ojciec. Dom, po pogrzebie młodszej córki postanawia zostać u zrozpaczonej Catherine, aby służyć jej duchowym wsparciem i na własną rękę odnaleźć mordercę.

Amerykański horror, wpisujący się w estetykę giallo, wyreżyserowany przez Alfreda Sole. Mężczyzna debiutował w 1972 roku erotyczną produkcją zatytułowaną „Deep Sleep”, którą wycofano z kin, pod zarzutem nieprzyzwoitości i przejęto wszystkie kopie. Jego drugi obraz, „Alicjo, słodka Alicjo” również nie przeszedł bez echa. Widzowie zarzucali mu anty-katolicyzm, co ostatecznie doprowadziło do ekskomuniki Sole z diecezji w Paterson w stanie New Jersey. Moim zdaniem chrześcijanie nie do końca zrozumieli zamysł scenariusza, napisanego przez reżysera i Rosemary Ritvo, który owszem nie ukazał kościoła (jako budynku) w dobrym świetle, ale ducha wspólnoty już tak.

Właściwą akcję filmu zapoczątkowuje brutalne morderstwo dziewięcioletniej Karen, w kościele, tuż przed przyjęciem przez nią Pierwszej Komunii. Zamaskowany oprawca w żółtym ortalionowym płaszczu dusi ją, wkłada do drewnianej skrzyni i podpala. Dym alarmuje wiernych, a główną podejrzaną z miejsca staje się siostra denatki, dwunastoletnia Alice, którą znaleziono z woalem należącym do zamordowanej. Chwilę po zabójstwie twórcy celowo kierują kamerę na rzeźbę Chrystusa, akcentując bluźnierczy wymiar czynu zabójcy oraz gdzieś w podtekście dając widzom do zrozumienia, że kościół nie jest bezpieczną przystanią, wolną od występku, że nie istnieje taka świętość, która nie może zostać skalana przez człowieka. Zaraz po tym punkcie kulminacyjnym fabuła będzie rozgrywać się dwutorowo. Scenariusz skupi się zarówno na śledztwie policji, jak i bardziej kameralnej, osobistej tragedii rodziny Spages. Zrozpaczona Catherine, mimo rozpaczy po stracie młodszej córki całą energię skieruje na stawanie w obronie Alice, szczególnie mocno napiętnowanej przez jej ciotkę Annie. A ojciec dziewczynki, Dom, na własną rękę zacznie szukać mordercy. Spora część scenariusza zostanie poświęcona tytułowej bohaterce, moim zdaniem zbyt wyegzaltowanej w tej roli Pauli E. Sheppard, ze szczególnym wskazaniem na jej niepokojącą manię zbieractwa i relację z otyłym sąsiadem o zapędach pedofilskich. To pierwsze będzie mieć szczególne znacznie dla właściwej interpretacji finalnego ujęcia, ale nieco wcześniej ma za zadanie skierować wszystkie podejrzenia na Alice. Dziewczynka przechowuje w piwnicy prostą, acz jakże niepokojącą maskę, którą wkłada również morderca, słoik z robactwem, lalkę skradzioną siostrze i wiele innych, świadczących o jej winie przedmiotów. Ponadto drugi, najkrwawszy, ale bez przesady atak zabójcy na ciotkę Alice następuje zaraz po ich kłótni i włożeniu na twarz maski przez dziewczynkę. Jak dla mnie te i inne sygnały wysyłane przez twórców były, aż nazbyt nachalne, co przyczyniło się do tego, że ani przez chwilę nie podejrzewałam lekko zaburzonej Alice. O wiele bardziej Sole zaskoczyłby mnie w końcówce, gdyby wcześniej nie podrzucał tak jednoznacznych tropów, na które jestem o tym przekonana, żaden wielbiciel kryminałów nie da się złapać.

Interakcje pomiędzy poszczególnymi bohaterami są jednym z integralnych elementów tej produkcji. Ale chociaż w rodzinie Spages sporo się dzieje w moim odczuciu szczególne znaczenie ma postać księdza Toma, który służy wszelką pomocą swoim parafianom. Odniosłam wrażenie, że za pośrednictwem tej osoby Sole chciał wyrazić swoją wdzięczność do takich duchownych, będących prawdziwym skarbem kościoła. Katolicy, pikietujący tę produkcję chyba nie zauważyli rysu psychologicznego tego gotowego do wszelkich poświęceń dla swoich wiernych księdza, będącego przeciwwagą dla destrukcyjnego fanatyzmu. Bo to właśnie fanatyzm jest obiektem ataku Sole - nie katolicyzm, który w tym filmie jawił mi się, jako taka jedna szczęśliwa wspólnota, zaburzona przez chorą jednostkę. Abstrahując jednak od relacji międzyludzkich „Alicjo, słodka Alicjo” posiada również sporo stricte horrorowych elementów, znakomicie skompilowanych w jeden jakże niepokojący obraz. Lekko surowy i delikatnie mroczny klimat najsilniej potęguje fenomenalna ścieżka dźwiękowa, składająca się z różnorodnych kawałków. Skomponował ją Stephen Lawrence, osiągając szczyt geniuszu przede wszystkim w chwilach urozmaicania dźwięków hipnotyzującym kobiecym szeptem. Biorąc pod uwagę fakt, że produkcja wpisuje się do nurtu giallo nie zabrakło też scen mordów. I choć duszenie, podpalanie, dźganie nożem i miażdżenie twarzy przedstawiono z maksymalną minimalizacją drastyczności ten brak przesady w epatowaniu makabrą zadziałał na plus. O wiele silniej potęgował moje emocje, niż bryzgająca zewsząd posoka, będąca domeną filmów gore. Żeby tego było mało w „Alicjo, słodka Alicjo” makabra często szła w parze z czystą grozą, szczególnie akcentowaną tą przerażającą maską oprawcy, ale też klimatem i szargającą nerwy ścieżką dźwiękową. Co ciekawe krytycy najbardziej docenili bezkrwawą scenę, zamknięcia Karen w magazynie, zamieszczając ją na 89 miejscu 100 najstraszniejszych filmowych momentów, opracowanych przez telewizję kablową Bravo. I z tą decyzją całkowicie się zgadzam, bo już dawno nie widziałam równie dobrze rozpisanej sekwencji, która zaskoczyłaby mnie z taką mocą, jak nagły atak Alicji na swoją przerażoną młodszą siostrę.

Chociaż od początku seansu byłam przekonana, że należy brać przykład z Doma i samemu poszukiwać mordercy, nie bacząc na nachalne tropy podrzucane przez twórców, nie udało mi się rozszyfrować personaliów oprawcy. Co ciekawe, twórcy nie wyjawiają ich w finale, tylko dużo wcześniej, przez co możemy z łatwością domyślić się motywów, które kierowały poczynaniami zabójcy. Samo jego obłudne zachowanie dużo nam mówi. W konfesjonale, aby odsunąć od siebie podejrzenia naprędce wymyśla grzechy i zawsze przystępuje do komunii, będąc przekonanym o słuszności swoich czynów. W końcu działa dla dobra kościoła… A przynajmniej tak myśli. Osobowością tej postaci Sole daje jasno do zrozumienia odbiorcom, jak zgubna może być nienaturalnie silna wiara, rozumiana na swój własny sposób. Interpretacje wymiaru duchowego przez zaburzone jednostki mogą przyczynić się nie tylko do zguby niewinnych osób, ale też kościelnej wspólnoty. A przynajmniej ja tak to rozumiem – nie jak oskarżycielski palec wymierzony w ogół chrześcijaństwa. W każdym razie, jakkolwiek byśmy sobie fabuły tego filmu nie interpretowali jedno jest pewne: to nie jest niewymagająca myślenia, głupkowata rąbanka. Sole pretendował do czegoś głębszego i w moim pojmowaniu całkowicie się z tego wywiązał.

„Alicjo, słodka Alicjo” to jeden z tego rodzaju horrorów, które przeżywa się całym sobą. Pozbawiony porywającej akcji, zniesmaczających scen mordów i efektów specjalnych na rzecz dojrzałych relacji międzyludzkich, niezapomnianego klimatu i jakże niepokojącego przebrania i mentalności mordercy. Giallo z drugim dnem, w którego trzeba się wczuć, aby w pełni odebrać jego kunszt. I pomyśleć, że tyle grozy można widzom przekazać z wykorzystaniem minimalnego budżetu… To chyba najdobitniej świadczy o niemałym talencie Alfreda Sole.

3 komentarze:

  1. Mnie bardzo podoba się sam tytuł, ponieważ jestem fanką gry Alice Madness Returnss i tak jakoś mi się skojarzyło. Nabrałam chęci na obejrzenie tego filmu, a po Twojej recenzji wiem, ze będzie to dobry wybór :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobał mi się, choć oglądałam go dawno temu. Miał ciekawy klimat, no i spodobała mi się sama postać Alice- taka niepokojąca sama w sobie. Teraz zamierzam zrobić powtórkę i film już czaka, aby obejrzeć go ponownie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy, nagrany jeszcze za dzieciaka na VHS, mój "mocny" film, po którym chęć krwawych wrażeń zaprowadziła mnie do Freddiego z ul. Wiązów :) duży sentyment z jednym ale-nie nagrałam go do końca i zakończenia nie znam :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...