Stronki na blogu

środa, 25 października 2023

„Night of the Hunted” (2023)

 
Pracownicy firmy farmaceutycznej, Alice i jej kolega John, w środku nocy ruszają w samochodową podróż powrotną z konferencji. Zatrzymują się na odludnej stacji benzynowej, gdzie się rozdzielają: mężczyzna zostaje na zewnątrz, by zatankować, a kobieta przekracza próg pogrążonego w ciszy sklepu. Początkowo nic nie budzi jej podejrzeń, to się jednak zmienia, gdy w końcu podchodzi do kasy, przy której nie zastaje ekspedienta. Nikt też nie reaguje na jej nawoływania, ale w popłoch Alice wpada dopiero na widok krwi. A natychmiastową ucieczkę uniemożliwiają jej strzały.

Plakat filmu © Shudder. „Night of the Hunted” 2023, Getaway Films, Cinestesia, Heavy Rainfall

W 2015 roku swoją światową premierę miał mało znany hiszpański thriller w reżyserii Davida R.Losady „La noche del ratón” (tytuł międzynarodowy: „Night of the Rat”). A we wrześniu 2023 roku na Fantasy Filmfest w Niemczech zadebiutowało jako amerykańsko-francuskie odświeżenie: „Night of the Hunted” Francka Khalfouna, twórcy między innymi takich obrazów, jak „Poziom -2” (2007), „Maniac” (2012), czyli remake krwawej historii Williama Lustiga z 1980 roku, „Amityville: Przebudzenie” (2017) i „Prey” (2019). Scenariusz napisał Glen Freyer, oczywiście w oparciu o tekst Davida R.L. oraz Rubéna Ávily Calvo, a kiedy na pokład wskoczył Khalfoun, opowieść zyskała kolejne warstwy – finalnie nie tylko reżyser, ale i współscenarzysta remake'u „La noche del ratón”, którego jednym z głównych producentów został Alexandre Aja,twórcy choćby takich filmów grozy, jak „Blady strach” (2003), „Wzgórza mają oczy” (2006), czyli remake horroru Wesa Cravena z 1977 roku, „Lustra” (2008), czyli amerykańska przeróbka koreańskiego obrazu Sung-ho-Kima z 2003 roku, „Pirania” (2010), czyli remake kultowego animal attacku Joe Dantego z 1978 roku, „Rogi” (2013), na podstawie powieści Joe Hilla oraz „Pełzająca śmierć”(2019). Szeroka dystrybucja „Night of the Hunted” Francka Khalfouna ruszyła w październiku 2023 roku w internetowej strefie Shudder.

Stara stacja benzynowa z dawnym garażem przerobionym na jadłodajnię: takie miejsce ekipa „Night of the Hunted” wypatrzyła dla swojej produkcji. Plan zdjęciowy, zgodnie z wolą reżysera, najpierw dokumentnie oczyszczony, a potem staranie meblowany pod nocny pojedynek kobiety i tajemniczego snajpera. Tę ciasną przestrzeń Franck Khalfoun podobno powitał mniej więcej takimi słowami: „Wow, mój następny film rozegra się w szafie, bo plan jest coraz mniejszy”, rzecz jasna mając na myśli „Poziom -2”, dreszczowiec zamknięty na podziemnym parkingu. A wspomniane urządzenie, a właściwie projektowanie, tego miejsca było jednym z największych wyzwań; przedsięwzięciem wymagającym pomyślunku, co czołowy twórca „Night of the Hunted” w przestrzeni publicznej porównał do układania puzzli. Zależało mu na tym, by wszystkie części tej układanki w odpowiednim czasie zgrabnie, bez narażania się na śmieszność, wskakiwały na swoje miejsca. „Pod ostrzałem” Ryûhei Kitamury w scenerii „Ciernia” Toby'ego Wilkinsa. A tak naprawdę przeróbka kameralnej produkcji hiszpańskiej. Zamiana milczącego polowania na merytoryczną debatę o kondycji współczesnego świata. Rolę główną powierzono Camille Rowe, którą miłośnicy kinematografii grozy mogą kojarzyć choćby z „The Deep House” Alexandre'a Bustillo i Juliena Maury'ego. Wymagającą rolę Alice. Co prawda to nie jest „teatr jednej aktorki”, niezupełnie, ale większość ciężaru tej, bądź co bądź, nieskomplikowanej opowieści aktorka musiała dźwigać praktycznie w pojedynkę. Idealnie odegrana nieidealna protagonistka. Aktorka według mnie kompletnie zespolona z fikcyjną postacią. Żoną niejakiego Erika, który najwidoczniej niecierpliwie czeka na nią w domu. Alice jest częścią zespołu ds. marketingu w dużej firmie farmaceutycznej, która właśnie zakończyła konferencję na jakimś wygwizdowie. Ku niezadowoleniu jej kierowcy, a właściwie kolegi z pracy imieniem John (przekonujący Jeremy Scippio), kobieta uparła się przy nieczekaniu z powrotem do rana. Lepiej wyruszyć wcześniej, choćby po to by uniknąć wzmożonego ruchu na drogach. Półprzytomny mężczyzna siada za kierownicą, a marząca o kawie kobieta zajmuje miejsce pasażera i choć dopiero co zakończyła wideorozmowę z mężem, Erik znowu szuka z nią kontaktu. Typ kontrolujący czy kryje się za tym coś więcej? Tak czy inaczej, w samochodzie Johna panuje dość niezręczna atmosfera, niepewność podsycana wibrującym telefonem Alice. W sumie od początku wiadomo, o co chodzi, ale na szczegóły trzeba trochę poczekać. Na zwierzenia jednostki osaczonej na „wysepce paliwowej”. Ciekawe, czy panu Aja przypomniała się praca nad „Bladym strachem”, domniemanym częściowym plagiatem powieści Deana Koontza pt. „Intensywność”? Masakra na stacji benzynowej. Ukryty strzelec wyborowy i „kobieta w klatce” (w nawiązaniu do wybornego dreszczowca Waltera Eliotta Graumana z 1964 roku). Szkoła przetrwania w ostrzeliwanym sklepie z artykułami różnymi. Kameralny spektakl niewiejący taniością. Dopieszczone zdjęcia (zero tandety i najwyżej odrobina supernowoczesnego plastiku) powstałe pod kierownictwem Steevena Petitteville'a, zgrabnie posklejane przez „ekipę monterską” pod przewodnictwem Stéphane'a Roche i okraszone czarownymi dźwiękami Mathieu Carratiera – cudownie posępny, zaraźliwie markotny muzyczny temat przewodni. Całkiem klimatyczna produkcja minimalistyczna, z nie do końca wykorzystanym potencjałem klaustrofobicznym. Jakość „Obłędu” Romana Polańskiego to na pewno nie jest. Niedostatecznie dusząca izolacja z uzbrojonym napastnikiem w najbliższym sąsiedztwie. Wróg u bram szklanej pułapki.

Plakat filmu. „Night of the Hunted” 2023, Getaway Films, Cinestesia, Heavy Rainfall

W scenariuszu Glena Freyera kandydatowi na reżysera „Night of the Hunted” najbardziej spodobało się zdanie „the future generations will inherit my ability to not give a f-ck”. Myśl fikcyjnego snajpera, którą Franck Khalfoun w przestrzeni publicznej nazwał niezwykle głęboką, a przy tym autentycznie przerażającą. Zanik empatii, nieuchronna całkowita utrata bezcennej zdolności do wczuwania się w sytuację innych stworzeń. Proces, który jak wynika z osobistych obserwacji reżysera i współscenarzysty „Night of the Hunted”, nie tylko już się zaczął, ale co gorsza postępuje w zatrważającym tempie. A wszystko przez media społecznościowe? To pewnie byłoby spore uproszczenie, ale według mnie te sugestie rozgadanego snajpera nie są kompletnie odklejone od rzeczywistości. W końcu właśnie tam odbywa się najbardziej wytężona działalność ukierunkowane na wkładanie bliźnich do ciasnych szufladek. Interlokutor Alice nie ukrywa, że to zjawisko doprowadza go do wściekłości. Przemożna potrzeba etykietowania ludzi. Nazywano go już prawakiem, antymaseczkowcem antyszczepionkowcem, mówiono, że z takimi poglądami pewnie kwestionuje legalność wyborów prezydenckich i poważnie rozważa atak na Kapitol. Czy któryś z tych pseudoprofilerów wstrzymał się z osądami do czasu zebrania dostatecznej ilości informacji na jego temat? Zadali sobie trud, żeby lepiej go poznać? No oczywiście, że nie! A czy on zadał sobie trud, by lepiej poznać „seryjną trucicielkę”? Gorzej: osobę, która reklamuje szprycowanie się lekami. Wmawia innym, że będą żyć długo i szczęśliwie, jeśli codziennie całymi garściami będą łykać piguły i dawać się kuć „zbrodniarzom w kitlach”. Mniej więcej taką opinię o Alice wyrobił sobie faktyczny zabójca z małego świata przedstawionego w „Night of the Hunted”. Bo szufladkowanie (coś jak znakowanie bydła?) dobywa się po dwóch stronach światopoglądowej barykady. Lewaki, libki, pro-maseczkowcy, wściekłe macice, ekonaziści i te pazerne konowały. Kobieta zniewolona zostaje włożona do tej ostatniej szufladki – wprawdzie nie jest lekarką tylko marketingowcem, ale realizuje się najprawdopodobniej w najbardziej znienawidzonej przez jej oprawcę branży farmaceutycznej. Przez niewygodnego rozmówcę Alice. Snajpera, któremu zebrało się na zwierzenia. Może doskwiera mu samotność? Quid pro quo – jak w „Milczeniu owiec” Jonathana Demme'a, obsypanej Oscarami ekranizacji poczytnej powieści Thomasa Harrisa. Nie żeby Alice interesowało to, co mam jej do powiedzenia niewidzialny strzelec, który w każdej chwili może stracić cierpliwość, któremu niebawem może znudzić się ta zabawa w chowanego, a wtedy... Alice desperacko szuka sposobu na wydostanie się ze „szklanego pudełka” wypełnionego przeróżnym towarem. Artykuły spożywcze, chemiczne, farmaceutyczne, elektryczne, plastyczne, alkoholowe i co tam jeszcze podróżnym się przyda. Przy takim zatrzęsieniu przedmiotów mniej i bardziej przydatnych tylko czekać na popularny motyw MacGyvera, czy jak kto woli Kevina McCallistera. Twórcy „Night of the Hunted”, ku mojej uldze, nie poszli tą drogą, a przynajmniej nie przesadzili z wynalazkami damy w opałach, która może napytać sobie wrogów. Zamiast pójść po linii najmniejszego oporu i postawić na krystalicznie czystą, pozbawioną najmniejszych skaz osobowość, na utopijną wizję człowieka bez grzechu, któremu generalnie rzecz biorąc łatwiej się kibicuje, zaryzykowano z mniej oczywistą istotą ludzką. W gruncie rzeczy nieporównywalnie bardziej realistyczną od tych wszystkich „idealnych ofiar”, które tak ukochał sobie światek filmowy. Podobny problem co poniektórzy mogą mieć z niewątpliwym zabójcy. Seryjnym lub masowym zabójcą nieubłaganie przedstawiającym sterroryzowanej kobiecie argumenty, według niego, w pełni usprawiedliwiające jego zbrodnie. Wybuch przemocy w kraju słynącym z takich akcji. Raj dla miłośników broni palnej i koszmar rodziców posyłających swoje dzieci do szkół przypominających więzienia, z których mogą już nigdy nie wrócić. Kiedy Stany Zjednoczonej obiegnie wiadomość o rzezi na stacji benzynowej w jakiejś „dziurze zabitej dechami” chwilowo(?) bezimienny snajper awansuje na celebrytę. W mediach społecznościowych pod jego zdjęciami pewnikiem posypią się „lajki”, a ofiary zostaną nienależycie rozliczone. Czarny charakter „Night of the Hunted” Francka Khalfouna z jakiegoś sobie tylko znanego powodu chyba próbuje przekonać Alice, że jest głęboko rozczarowany błyskawicznie postępującą znieczulicą społeczną, a wręcz do szału doprowadza go gloryfikacja przemocy i piętnowanie, wyśmiewanie wszelkich odruchów sumienia. Chyba, bo naprawdę trudno było mi nadążyć za jego tokiem rozumowania. Debata polityczna, społeczno-obyczajowa i psychologiczna w ogniu walki o życie. Całkiem emocjonujące i jak na dzisiejsze standardy, dość brutalne starcie kobiety pozornie wyzwolonej i mężczyzny rzekomo prawdziwie wolnego. Szkoda tylko, że nie wykorzystano okazji do dokręcenia śruby w ostatniej partii „Night of the Hunted” i UWAGA SPOILER że Alice nie spróbowała wymknąć się bokiem. Po co pchać się na środek sceny, w światło reflektorów, gdy można ukryć się, prześliznąć w gęstych ciemnościach i bujnej roślinności? Wysoka trawa przegrywa z bezużytecznym – tak, tak, Alice w przeciwieństwie do widzów o tym nie wie – samochodem KONIEC SPOILERA.

Najpierw podziemny parking, teraz stacja benzynowa. Był „Poziom -2”, pora na „Night of the Hunted”, amerykańsko-francuski remake hiszpańskiego thrillera „La noche del ratón”. Tak izoluje się Franck Khalfoun. I w moim poczuciu jest w tym coraz lepszy. Jest progres w tych niespokojnych zamknięciach. Z większym zainteresowaniem przyglądałam się zmaganiom Alice z ukrytym strzelcem, niemniej liczyłam na większą duchotę niż w najgorszą noc Angeli Bridges. Klimat zbliżony, choć przestrzeń mniejsza. Pole dla sadystycznej zabawy niewidzialnego snajpera. Thriller ze środkowej półki.

wtorek, 24 października 2023

Horror „Nóż w nocnej ciszy” w kinach od 6 grudnia!

 
6 grudnia (Mikołajki) do kin trafi horror „Nóż w nocnej ciszy!”

Plakat filmu. „It's Wonderful Knife” 2023, Divide/Conquer, Fourth Culture Films

Rok po serii krwawych zabójstw w wigilię Bożego Narodzenia, psychopatyczny morderca powraca do sielankowego miasteczka Angel Falls. Znowu nikt nie może czuć się bezpiecznie. Przerażona Winnie, która rok wcześniej straciła brata i bliską przyjaciółkę, wypowiada życzenie, że wolałaby nigdy się nie urodzić. Czasami jednak lepiej, gdy życzenia się nie spełniają…

Zwiastun: 

Kadr z filmu. „It's Wonderful Knife” 2023, Divide/Conquer, Fourth Culture Films

Od reżysera: Pochodzę z małej miejscowości, gdzie obchody Bożego Narodzenia są traktowane bardzo poważnie. Świąteczne filmy wywarły duży wpływ na moje dzieciństwo. Już w młodości byłem fanem horrorów i ciągnęło mnie w stronę takich tytułów jak „Wigilijny Show” lub „Miasteczko Halloween”. Te filmy, mimo, że zawierały element makabry, były także pełne emocji.
Nóż w nocnej ciszy” należy do tej samej tradycji – filmów równocześnie mrocznych i podnoszących na duchu. To propozycja dla tych, którzy lubią zebrać się wokół choinki, żeby obejrzeć „Krzyk” lub „Czarne święta”. To zabawna i straszna produkcja pełna zwrotów akcji, dla każdego, kto zechce wyruszyć z nami w świąteczną podróż.

Źródło: wszystkie materiały od Best Film

poniedziałek, 23 października 2023

James Patterson, J.D. Barker „Śmierć czarnej wdowy”

 
Rok 1986. Podczas pierwszej nocnej służby dwudziestodwuletni mundurowy z Detroit Walter O'Brien, wraz ze swoim partnerem, odpowiadając na wezwanie zirytowanej hałasami obywatelki, niespodziewanie przenosi się na miejsce straszliwej zbrodni. W obskurnym mieszkaniu w starej kamienicy policjanci znajdują zwłoki mężczyzny i roztrzęsioną młodą kobietę, która przedstawia się jako Amy Archer. Z jej zeznań wynika, że była torturowana i wykorzystywana seksualnie przez porywacza, którego zabiła w obronie własnej. W drodze do placówki medycznej domniemana niedoszła ofiara sadystycznego mordercy wymyka się eskortującemu funkcjonariuszowi O'Brienowi.
Rok 1992. Walter O'Brien rozpoczyna pracę w Wydziale Zabójstw Departamentu Policji Detroit, a jego nowym partnerem niechętnie zostaje doświadczony detektyw Wesley Brayman. Ich pierwsza wspólna sprawa dotyczy wielce zagadkowych, pozornie naturalnych zgonów ludzi, których na pierwszy rzut oka nic nie łączy. Jednocześnie O'Brien prowadzi własne dochodzenie w sprawie Amy Archer, dziewczyny, która uciekła, a teraz najwyraźniej się odnalazła.
Teraźniejszość. Lisa Rigby z Departamentu Policji Detroit dowodzi akcją SWAT, której celem jest odbicie zakładników i unieszkodliwienie sprawców napadu na niewielki klub. W sprawę zamieszany jest były policjant Walter O'Brien, który utrzymuje, że w oblężonym obiekcie przebywa wybitnie niebezpieczna jednostka i daje wyraźnie do zrozumienia, że jego zespół nie zawaha się wyeliminować przypadkowych istnień, jeśli zostanie do tego zmuszony. Przekonuje, że śmierć jednostki jest ważniejsza od życia tłumu.

Okładka książki. „Śmierć czarnej wdowy”, Czarna Owca 2023

Pierwotnie wydana w 2022 roku kryminalna powieść „Death of the Black Widow” (pol. „Śmierć czarnej wdowy”) to trzeci owoc współpracy (po niepowiązanych fabularnie „The Coast-to-Coast Murders” i „The Noise”) dwóch poczytnych pisarzy: jednego z najlepiej zarabiających amerykańskich autorów, obsypanego nagrodami, w tym Literarian Award od National Book Fundation Jamesa Pattersona, twórcę między innymi przebojowego cyklu z Alexem Crossem, który zainteresował też filmowców (kultowy „Kolekcjoner” Gary'ego Fledera, „W sieci pająka” Lee Tamahoriego, „Alex Cross” Roba Cohena), oraz jego rodaka J.D. Barkera (właściwie Jonathan Dylan Barker), finalistę Nagrody Brama Stokera 2014 (za utwór „Forsaken”, jego powieściowy debiut), autora między innymi monumentalnej powieści fantastycznej „W jej sercu czai się mrok” (oryg. „She Has a Broken Thing Where Her Heart Should Be”) oraz bestsellerowej trylogii kryminalnej #4MK, w skład której wchodzą „Czwarta małpa” (oryg. „The Fourth Monkey”), „Piąta ofiara” (oryg. „The Fifth to Die”) i „Szóste dziecko” (oryg. „The Sixth Wicked Child”). Pisarz, na którego największy wpływ wywarło literackie dzieło Evana S. Connella pt. „Mrs. Bridge” (Patterson) połączył siły z pisarzem ukształtowanym przez twórczość Stephena Kinga, Deana Koontza, Johna Saula i Neila Gaimanem, tym razem przy wznoszeniu zagadkowej budowli o Moby Dicku fikcyjnego Waltera O'Briena. Na polskiej scenie wydawniczej „Śmierć czarnej wdowy” zadebiutowała w roku 2023 w wyniku działalności oficyny Czarna Owca. Okładkę zaprojektował Krzysztof Rychter, a tłumaczeniem zajął się Tomasz Wyżyński.

James Patterson w swoim artystycznym dorobku ma efekty współpracy z takimi autorkami i autorami, jak Candice Fox, Maxine Paetro, Mark Sullivan, Andrew Gross, Peter de Jonge, Ashwin Sanghi i Michael Ledwidge, z kolei J.D. Barker miał przyjemność tworzyć z Dacre Stokerem, prawnukiem nieśmiertelnego Brama Stokera. Rezultat: wampiryczna powieść gotycka pt. „Dracul” z 2018 roku czyli prequel „Draculi”, arcydzieła literatury światowej premierowo wydanego w 1897 roku. Prawa do sfilmowania utworu „Dracul” zakupiła markowa firma Paramount Pictures, a najpoważniejszym kandydatem na reżysera jest Andy Muschietti, twórca takich horrorów, jak „Mama” 2013 i dwuczęściowa readaptacja powieści Stephena Kina: kasowy „To” 2017 i „To: Rozdział 2” 2019. „Śmierć czarnej wdowy” otwiera tajemnicza akcja z umownej teraźniejszości, której kolejne, też niewielkie (pomijając ostatnią partię książki), fragmenty będą wcinać się w solidniejszą płaszczyzną retrospektywną. Przegląd życia Waltera O'Briena, którego po raz pierwszy spotykamy w drugiej połowie lat 80. XX wieku. Dwudziestodwuletni narybek policji w Detroit zostaje przechytrzony przez, jak wszystko na to wskazuje, niedoszłą ofiarę sadystycznego taksówkarza Alvina Schalka. Seryjnego porywacza i gwałciciela, który w zamrażarce przechowywał ciała dwóch niezidentyfikowanych osób. Dziewczyna, która przedstawia się jako Amy Archer prawdopodobnie miała być następna, udało jej się jednak zadać śmiertelny cios swemu oprawcy. Przedstawiciele organów ścigania nie mają wątpliwości, że działała w samoobronie, co więc skłoniło ją do ucieczki? Pierwsza zawodowa porażka Waltera O'Briena, która sześć lat później wciąż będzie zajmować jego myśli. Myśli świeżo upieczonego detektywa Wydziału Zabójstw Departamentu Policji Detroit, który wreszcie znajduje punkt zaczepienia w niedającej mu spokoju starej sprawie. Dziewczyna, która uciekła nagle wyrasta przed oczami nietrzeźwego gliniarza. Mógł się pomylić – przemawia za tym nie tylko to, że, kolokwialnie mówiąc, miał mocno w czubie, ale i fakt, że już wcześniej zdarzało mu się brać kompletnie obce kobiety za Amy Archer. Wiedzą o tym jego wcześniejszy przełożony i dotychczasowy partner. O obsesji na punkcie kobiety, która nadal ma status osoby poszukiwanej przez policję. Tak stoi w papierach, a w rzeczywistości poszukiwania zostały wstrzymane przynajmniej do czasu pojawienia się nowym informacji. A te może dostarczyć, w swoim mniemaniu, ostatni człowiek, którego nieuchwytna Amy nadal żywo interesuje. Ideał kobiety Waltera O'Briena, pragnącego dowiedzieć się, dlaczego uciekła. Pierwsze spotkanie naszego przewodnika po świecie przedstawionym w „Śmierci czarnej wdowy” Jamesa Pattersona i J.D. Barkera oraz początek jego kariery w wydziale zabójstw, osobiście uznaję za najmocniejsze punkty tej literackiej przygody kryminalnej z ewentualną domieszką nadprzyrodzonego. Prawda oczywiście może się okazać maksymalnie przyziemna, ale tak czy inaczej, architekci niniejszej intrygi niewątpliwie starali się zepchnąć myśli czytelnika na paranormalne tory. Przekonać, że w otoczeniu Waltera O'Briena działają jakieś niezwykłe siły. Takie, jakich raczej nie wymaga się od literatury kryminalnej. Zgaduję, że to robota J.D. Barkera, który - no przecież! - co najmniej raz mierzył się już z podobnym (nieidentycznym) motywem. Popędzanego przez Jamesa Pattersona? Pewna nie jestem, ale ze swoich wcześniejszych spotkań z epicką twórczością każdego z tych panów (zaznaczam: nie całą) wyniosłam silne podejrzenie, żeby nie powiedzieć przeświadczenie, że większym entuzjastą takich prędkości jest właśnie Patterson. Szaleńczy bieg, tyle dobrze - szczęśliwie dla mnie - że po truchcie. Innymi słowy, na ostatnich odcinkach tej czytelniczej trasy oraz w umownej teraźniejszości, głównie walczyłam ze zniechęcaniem. Czysty chaos.

Okładka książki. „Death of the Black Widow”, Penguin 2022

Frapujące otwarcie i nie gorsze rozwijanie tematu w pierwszych dniach pracy w Wydziale Zabójstw Departamentu Policji Detroit dwudziestoośmioletniego Waltera O'Briena. Błyskawiczna kariera człowieka z potężnym bagażem doświadczeń. Smutna historia chłopca i jego bezpowrotnie utraconego przyjaciela. Zmarnowana młodość... i reszta życia? Najpierw tragedia rodzinna, a potem zawodowa, może też miłosna. Człowiek czerpiący siłę, pociechę, odwagę ze starej obroży zawsze noszonej w kieszeni – coś w rodzaju talizmanu szczęścia – wpada w sidła niekoniecznie naumyślnie zastawione przez najpiękniejszą istotę, jaką na tym padole łez miał (nie)przyjemność spotkać. Niszcząca obsesja porządnego gościa, desperacko oganiającego się od natrętnych uczuć. Zwykłe pożądanie czy niezwykła miłość? Niewątpliwie jest jakaś dziwna chemia między Walterem O'Brienem a Amy Archer. Właściwie kobietą wielu imion i nazwisk, ale dla głównego bohatera „Śmierci czarnej wdowy” Jamesa Pattersona i J.D. Barkera ta femme fatale(?) zawsze – i w myślach, i w słowach – będzie nazywana tak, jak przedstawiła mu się w 1986 roku. W pierwszej połowie lat 90. XX wieku Walterowi przyjdzie pracować ze sporo starszym czarnoskórym detektywem Wesleyem Braymanem, który już na samym początku ich współpracy wyraża przypuszczenie, że to będzie trudna znajomość. Doświadczony śledczy nie ukrywa, że nie uśmiecha mu się niańczenie żółtodzioba, w dodatku tak aroganckiego, jak O'Brien. A przynajmniej ja nie miałam wątpliwości, że Brayman wyrobił sobie taką wstępną opinię na temat, bądź co bądź, zasłużonego policjanta. W patrolu, ale wydział zabójstw to zupełnie inna liga. Mówiąc wprost: Wes obawia się, że Walter w najgorszym razie nie nadaje się na śledczego, a w najlepszym wymaga długiego szkolenia, na przeprowadzenie którego jego nowy partner nie ma większej ochoty. Ale zrobi, co może, bo taki dostał rozkaz, a w przeciwieństwie do O'Briena nie ma w zwyczaju dyskutować z szefostwem. Mężczyźni spotykają się nad martwym ciałem w podrzędnym hotelu w Detroit. Wiedzą, że pokój wynajął mężczyzna, który nie przekroczył jeszcze czterdziestki, ale na miejscu zastają tylko staruszka. A konkretniej zwłoki mocno posuniętej w latach niezidentyfikowanej postaci w ubraniu wspomnianego klienta hotelu. Po co ta przebieranka? Siłą rzeczy uwagę detektywów bardziej jednak zaprzątają dłonie domniemanej ofiary zabójstwa. Brayman uważa, że palce denata zostały odgryzione tuż po śmierci. W pokoju ich nie ma, więc pierwszy wniosek, jaki się nasuwa to makabryczne trofeum... seryjnego mordercy? Tak otwiera się oficjalne śledztwo detektywa O'Briena – i rzecz jasna detektywa Braymana – a nieoficjalne to „gonienie za błędnym ognikiem”, zawzięte podążanie śladami pięknej i tajemniczej. Mnóstwo zbiegów okoliczności? Cudowne/przeklęte zrządzenia losu? Faktyczne lub rzekome przypadki na wybitnie wyboistej życiowej drodze młodego detektywa, który w pewnym sensie będzie dojrzewał na naszych oczach. Nie, inaczej: skokowo będzie pokonywał trasę do poniekąd znanej już przyszłości. Na bieżąco odkrywanej przed czytelnikami podczas zamieszania związanego z pewny klubem w Detroit. Atak terrorystyczny? Jeśli tak, to doprawdy przewrotnie potoczyły się losy dzielnego Waltera, bo nie ma wątpliwości, że ten schorowany mężczyzna jest częścią grupy, już nie niewątpliwie, przestępczej. Autorzy nawet nie starają się ukryć, że ich celem jest młoda kobieta uwięziona w budynku wraz z przypadkowymi zakładnikami. To sporo wyjaśnia, ale jeszcze więcej zaciemnia. Kto by się spodziewał... Przyznaję, że konstruktorom tej przesadnie rozpędzonej kolejki górskiej ze świata wyobraźni, udało się mnie nielicho zaskoczyć, niemniej jestem pewna, że dałoby się wycisnąć z tego dużo, dużo więcej. Zwolnić i pochylić się niżej nad, jak dla mnie, najbardziej obiecującą postacią stworzoną na potrzeby tego na poły kryminalnego piekiełka. I nie mam tutaj na myśli Waltera O'Briena. W sumie to gatunkowy eksperyment, potencjalnie problematyczny dla głównej grupy docelowej – niektórzy miłośnicy powieści kryminalnych mogą być niepocieszeni, może więc bezpieczniej rekomendować to dziełko entuzjastom nadnaturalnego horroru w literaturze (nie czytaj: lovecraftowskiego)? Bo nawet jeśli to tylko sprytna zmyłka autorów, niezwykła zasłona dymna dla pospolitego okrucieństwa, to istnieje prawdopodobieństwo, że w morzu fanów mrocznej fantastyki „Śmierć czarnej wdowy” duetu Patterson-Barker złowi więcej miłośników niż w morzu fanów kryminałów.

Bestseller „The New York Timesa”. Pierwsze wydane w Polsce, a trzecie w ogóle wspólne powieściowe osiągnięcie wielkiej gwiazdy sceny wydawniczej Jamesa Pattersona i rosnącej gwiazdy sceny wydawniczej J.D. Barkera. Realisty i marzyciela. Specjalisty od rasowych kryminałów/thrillerów (w swoim dorobku ma też powieści romantyczne i pozycje non-fiction) oraz specjalisty od nieczystych, nietradycyjnych kryminałów/thrillerów (z dodatkiem horroru science fiction, dark fantasy; też autora pełnokrwistych powieści grozy). Tyle pewnie wystarczy, by zachęcić entuzjastów mrocznych zagadek beletrystycznych do sięgnięcia po „Śmierć czarnej wdowy”, choć osobiście jakoś się do tego nie palę. Nie było źle, ale do pełnej satysfakcji droga nadspodziewanie daleka. Wiem, że obu panów stać na więcej – J.D. Barkera na dużo więcej – ale to tego rodzaju przekonanie, z którym spokojnie można, a nawet trzeba, się spierać:)

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

sobota, 21 października 2023

„Konferencja” (2023)

 
Pracownicy korporacji Kolarängen przybywają do ośrodka wypoczynkowego „Wakacyjna Wioska”, na konferencję poświęconą zbliżającej się kontrowersyjnej budowie centrum handlowego. Atmosfera psuje się, gdy wcześniej przebywająca na zwolnieniu lekarskim Lina zgłasza sprzeciw wobec bezdusznej polityki firmy, projektu zarządzanego przez przesadnie ambitnego Jonasa. Inną osią sporu są kwestie środowiskowe, które kierowniczka zespołu Ingela rozumie na swój własny sposób. „Wakacyjna Wioska” to jedyna działalność gospodarcza w okolicy głośno popierająca operację Kolarängen Köpcentrum, dostrzegając w tym doskonałą szansę na rozwój własny, nie zważając na wątpliwości wewnątrz korporacyjnego zespołu. I nie zdając sobie sprawy ze śmiertelnego zagrożenia w postaci zamaskowanego intruza. Albo jednego z proszonych gości.

Plakat filmu. „Konferensen” 2023, SF Studios

W 2021 roku swoją światową premierę miała powieść grozy poczytnego szwedzkiego pisarza Matsa Strandberga - autora między innymi „Przeklętego promu” (oryg. „Färjan”) - pt. „Konferensen”, a potem w przestrzeni publicznej zaczęły pojawiać się informacje o pracach nad adaptacją/ekranizacją tego utworu. Komediowym slasherem produkcji SF Studios w reżyserii Patrika Eklunda, który napisał też scenariusz, we współpracy z Thomasem Moldestadem (m.in. „Hotel zła” Roara Uthauga, „Hotel zła 2” Matsa Stenberga, „Odejdź!” Alexa Herrona). Autor literackiego oryginału wskoczył na pokład w roli producenta wykonawczego, a w swoim wypowiedziach na temat tego przedsięwzięcia przekonywał o niesamowitej pracy filmowców, „o uchwyceniu nie tylko krwi i napięcia, ale także humoru oraz codzienności i taktownego smutku, który może mieć miejsce tylko na szwedzkiej konferencji”. Patrik Eklund odwdzięczył się skomplementowaniem materiału źródłowego - „wyjątkowa książka Matsa Strandberga” - ponadto stwierdził, że współpracę z SF Studios i Netflix (główny dystrybutor filmu) potraktował jako prawdziwy zaszczyt. „Konferensen” (pol. „Konferencja”, międzynarodowy: „The Conference”), szwedzki horror podlany czarnym humorem, został uwolniony w październiku 2023 roku na platformie Netflix.

Krwiożerczy kapitalizm kontra krwiożercza jednostka. Rozszczebiotana Ingela (solidna kreacja Marii Sid) ściąga swoich pracowników do leśnego zakątka, które wkrótce ma ożywić najnowsza inwestycja dopiero wyrabiającej swoją markę korporacji Kolarängen. Albo małej firmy z ambicjami na oszałamiający rozwój. Tak czy inaczej, Ingela wiąże ogromne nadzieje z centrum handlowym, które niebawem przerwie błogą ciszę panującą w tym malowniczym miejscu. Perła w koronie, której tutejsza ludność oczywiście na razie nie docenia. Tak naprawdę projekt Kolarängen Köpcentrum spotkał się z dużym sprzeciwem społecznym, ale to oczywiście nie spędza snu z powiek takiej bizneswoman jak Ingela. Pirania biznesu jest przekonana, że koniec końców tutejsi mieszkańcy docenią tę świątynię konsumpcjonizmu, a zatem przyznają rację tym, którzy się wyłamali. Ośrodek wypoczynkowy „Wakacyjna Wioska” od początku patronuje inwestycji nadzorowanej przez ulubionego pracownika Ingeli, makiawelicznego Jonasa (przykuwający uwagę występ Adama Lundgrena). Osamotniona lokalna działalność gospodarcza – jedyny biznesowy partner Kolarängen w tym regionie, który w najbliższych dniach ma obsługiwać wyłącznie zespół Ingeli. Praca i rozrywka na odludziu. Integracja pracownicza, opracowanie akcji promocyjnej Kolarängen Köpcentrum i dopięcie wszystkich innych guzików w tym potencjalnie bardzo zyskownym przedsięwzięciu. Niebawem ma ruszyć budowa, rzecz jasna poprzedzona medialną szopką z pierwszym wbiciem łopaty, i już Ingeli w tym głowa, by nikt nie opóźnił wielkiego otwarcia. Na przykład Lina (przekonująca Katia Winter), wieczna narzekaczka, której chyba się wydaje, że Kolarängen jest jakąś organizacją charytatywną. Zamiast integrować się z grupą – ciągle na uboczu – tylko czeka na sposobność do wniesienia jakiegoś „ale”. Ledwo wróciła do pracy, a już mąci. W istocie upomina się o sprawiedliwość dla maluczkich. „Konferencja” Patrika Eklunda dotyka problemu – jednego z nowotworów złośliwych współczesnego świata – dzikiego wysiedlania, przejmowania za bezcen majątków ziemskich. Jak nie klasyczne wywłaszczenie (przywilej niejednego niby demokratycznego rządu), to prawnicze sztuczki najdrapieżniejszych, czy jak kto woli najambitniejszych, prywaciarzy. Zysk ponad wszystko. Takie myślenie w tym świecie przedstawionym reprezentuje Jonas, czym najwyraźniej mocno imponuje Ingeli. Zdecydowanie jej najcenniejszy pracownik, który czerpie jakąś sadystyczną przyjemność z upokarzania Liny, wrażliwej koleżanki szybko wysuwającej się na pierwszy plan. Ta, która prawie na pewno przeżyje. Chcę przez to powiedzieć, że innych kandydatek na final girl w tym tłumie nie wyłowiłam. To ewidentnie ten model postaci (bardziej wersja pierwotna, spopularyzowana w drugiej połowie XX wieku niż tak zwana postmodernistyczna) – nieznajdująca zadowalającego posłuchu w grupie, pozbawiona autorytetu dojrzała emocjonalnie jednostka, niechętnie włączająca się w zabawy przewidziane przez „Wiosenną Wioskę”. Stroniąca od używek, nieszukająca towarzystwa, ale niewątpliwie otwarta, życzliwie nastawiona do Amira (przyzwoita gra Ameda Bozana), jedynego członka zespołu, którego jej brakowało na długim zwolnieniu lekarskim (załamanie nerwowe?).

Soundtrack Album © Netflix Music. „The Conference”, SF Studios

Siekanina w chłodnym klimacie (wizytówka kina skandynawskiego) – „sprane zdjęcia” Simona Rudholma, szarówka przeganiania tylko przez odpowiednio zagęszczone, nierozpraszane nadmiernie przez sztuczne oświetlenie, nocne ciemności. Ponura aura intensyfikowana perfekcyjnie dopasowaną do warstwy wizualnej ścieżką dźwiękową Andreasa Tengblada: w tym miejscu chciałabym wyróżnić przewodni motyw muzyczny, niesamowicie intensywną melodię melancholijną. I jeszcze niepospolity montaż Roberta Krantza, pomysłowe kolaże (na przykład krew chlapiąca... „na jedzonko”), nieoczywiste, na swój sposób zabawne zbitki ruchomych elementów dynamicznych, obrazków przyjemnie skontrastowanych tematycznie. Fantazyjne sploty w montażowni, które według mnie najwydajniej pracowały na wyjście „Konferencji” Patrika Eklunda z tłumu podobnych. Ale przyjemnie zaskoczyła mnie też prezentacja ludności niniejszego światka przedstawionego. Niewielkiej przestrzeni nawiedzonej przez niezamierzenie niezagadkowego (toż to oczywiste!) oprawcę w upiornie śmiesznym, pysznie groteskowym stroju. W kinie slash nieczęsto obserwuję porównywalne skupienie na celach maniakalnych zabójców. Taką dbałość o portrety psychologiczne niektórych klientów „Wakacyjnej Wioski”. Niepobieżnie, ale jakości nowej fali horroru radzę się nie spodziewać. Najbardziej wyeksponowano Linę i Jonasa, w międzyczasie udało się jednak nieco przybliżyć pozostałe sylwetki zgromadzone w nieszczęsnym ośrodku wypoczynkowym. Może z wyjątkiem personelu. W każdym razie aktualni goście „Wakacyjnej Wioski” dzielą się na trzy frakcje: przekonanych, sceptycznie nastawionych do najnowszej inwestycji Kolarängen i pozostałych. Ingela, Jonas i jego obdarzony złośliwym poczuciem humoru przyboczny, zawzięcie odpierają zarzuty o nieludzkie obchodzenie się z bliźnimi, niszczenie środowiska i żałosny marketing. Zarzuty najstarszych członków zespołu - nieprzejednanej staruszki oraz nieco młodszej parki, z którą lepiej nie zadzierać:) - a nade wszystko tej smutaski Liny. Jedyny zaufany współpracownik głównej bohaterki „Konferencji” Amir, ale też Eva (bez problemu nadążająca za resztą Eva Melander – całą resztą, bo nie zauważyłam żadnych niedociągnięć warsztatowych po stronie obsady aktorskiej) przez jakiś czas stoją pośrodku, można powiedzieć między młotem a kowadłem. Między słusznymi argumentami najmniej pazernych kolegów i koleżanek a poczuciem obowiązku wobec firmy. Konflikt Liny i Jonasa, w który siłą rzeczy, chcąc nie chcąc, wciągane są pozostałe „żywe tarcze” zamaskowanego kogoś. Pierwsze polowanie mocno zapachniało mi „Drogą bez powrotu” Roberta Schmidta, a potem przez dłuższy czas twórcy umacniali mnie w przekonaniu, że to jedna z tych rzezi, która sprowadza się do chlapania udaną imitacją krwi. Że niczego ponadto dla zwolenników podgatunku nie przygotowali. Warto jednak uzbroić się w cierpliwość – co dla niejednego widza najpewniej nie będzie żadnym wyzwaniem, zważywszy na inne smaczne składniki tej wyważonej mieszanki czarnej komedii i rasowego slashera – a jaskółką, która uczyni konkretniej makabryczną wiosnę będzie nieśmiałe ujęcie (szybka migawka) pokiereszowanej części twarzy kobiety pracującej w „Wakacyjnej Wiosce”. Masakra w jacuzzi, okropna niespodzianka z grubymi kołkami i przykra akcja z biedną głową, która zdaje się była obliczona na wywołanie czegoś w rodzaju pustego śmiechu, histerycznego chichotu podsycanego nieeleganckimi skojarzeniami z zombie movies. Głównym punktem programu jest autentycznie bolesne (przysięgam, że zabolało) szycie, szalona jazda i wreszcie spodziewany – suspens – mocny finał tych niewesołych perypetii niesympatycznego gościa. Kapitalizm niekoniecznie w krzywym zwierciadle. Niebanalna rąbanka – opatrzona całkiem trafnymi komentarzami społecznymi, psychologicznymi i gospodarczymi – miejscami może troszkę przejaskrawiona, ale w moim odbiorze to bardziej służyło, niż szkodziło niepodprogowym, nieukrytym przekazom. Opowieści o niebezpiecznych ambicjach, „zaprogramowaniu” na pokonywanie kolejnych szczebli korporacyjnej drabinki, zadeptywaniu bliźnich w niekończącym się wyścigu szczurów, o ogłupiającym marketingu, uderzająco zakłamanych realiach, topornych, infantylnych reklamach, które jakimś cudem są niezawodną dźwignią handlu. Ale też opowieści o ludziach z coraz mniej popularnymi zasadami, nierealizujących własnych interesów kosztem innych. Żartują sobie twórcy „Konferencji” z osób potocznie nazywanych korpoludkami, ale też okazują im szczere współczucie - życie w gigantycznym stresie, w nieustającym biegu; chronicznie zmęczeni, nienasyceni, z nieodłączną konkurencją dyszącą im w karki - i szacunek. Szacunek dla tych, którzy zachowują tak zwane człowieczeństwo w nieludzkich warunkach.

Przełożenie powieści Matsa Strandberga na język filmu pod artystyczną dyrekcją Patrika Eklunda. Zwariowany szwedzki slasher, w który dość opornie się wchodziło, za to bardzo niechętnie z niego wychodziło. Umiarkowanie makabryczna „Konferencja” w krajobrazie leśnym. Niegłupia siekanina w szarej strefie. Wesoły ponurak. Dla mnie jak znalazł, nie wiem tylko czy nadaje się do polecania. No, chyba że niepoprawnym fanom (nie)poważnych backwoods slasherów;)

czwartek, 19 października 2023

Antologia „Akolici Cthulhu”

 
EARL PEIRCE JR., JOSEPH PAYNE BRENNAN, HUGH B. CAVE & ROBERT M. PRICE, DUANE RIMEL, MANLY WADE WELLMAN, HENRY HASSE, CHARLES R. TANNER, EDMOND HAMILTON, ELWIN G. POWERS, JAMES CAUSEY, C. HALL THOMPSON, DAVID H. KELLER, ARTHUR PENDRAGON, STEFFAN B. ALETTI, JOHN GLASBY, JORGE LUIS BORGES, RANDALL GARRETT, S.T. JOSHI, DIRK W. MOSIG, DONALD R. BURLESON, PETER CANNON, DAVID KAUFMAN, GUSTAV MEYRINK, RICHARD. F. SEARIGHT & FRANKLYN SEARIGHT, NEIL GAIMAN

Okładka książki. „Akolici Cthulhu”, Vesper 2023

Trzeci tom Kronik Arkham, cyklu wydawnictwa Vesper, w ramach którego prezentowane są krótsze opowieści inspirowane twórczością nieśmiertelnego Howarda Phillipsa Lovecrafta – antologie opowiadań „wyznawców Cthulhu”. Wcześniej w tym wydawniczym przedsięwzięciu ukazały się „Widma nad Innsmouth” (oryg. „Shadows over Innsmouth”) pod redakcją Stephena Jonesa i „Szaleństwo Cthulhu” (oryg. „The Madness of Cthulhu”) pod redakcją S.T. Joshiego (właściwie Sunand Tryambak Joshi), które w przeciwieństwie do „Akolitów Cthulhu” (oryg. „Acolytes of Cthulhu”), tekstów zebranych przez Roberta McNaira Price'a - amerykańskiego badacza Nowego Testamentu, pisarza, redaktora i krytyka specjalizującego się w fikcji spekulatywnej - skupiały się na konkretnych dziełach Samotnika z Providence (odpowiednio „Widmo nad Innsmouth” i „W górach szaleństwa”). Premierowa edycja antologii „Acolytes of Cthulhu”, licząca sobie dwa tysiące pięćset egzemplarzy, pojawiła się już w 2001 roku z inicjatywy wydawnictwa Fedogan & Bremer, a w 2014 roku oficyna Titan Books wznowiła materiał z pominięciem niedokończonego opowiadania „Black Noon” pióra Clifforda Martina Eddy'ego Jr. z 1969 roku, zainspirowanego autentyczną wędrówką odbytą na początku lat 20. XX wieku w towarzystwie samego H.P. Lovecrafta. Pierwsze polskie wydanie „Akolitów Cthulhu” przygotowało niezawodne wydawnictwo Vesper na rok 2023 – także z wyjątkiem tekstu Eddy'ego – w twardej oprawie korespondującej z poprzednimi tomami Kronik Arkham: spójna szata graficzna fenomenalnego artysty Macieja Kamudy, który ponadto zilustrował książkę. Dwadzieścia osiem opowiadań różnych autorów pozostających pod wpływem dorobku Wielkiego Lovecrafta, mroczne opowieści z XX wieku (najstarsze z lat 30., najnowsze z 90.) - przetłumaczone przez Marię Grabską-Ryńską, Macieja Grabskiego, Adama Roberta Winnickiego, Macieja Wacława, Lesława Halińskiego, Tomasza Chyrzyńskiego, Michała Talaśkę i Michała Głuskiego - w tym miejscu zgromadzone przez Roberta McNaira Price'a, który w przedmowie daje wyraz swojej miłości (a może obsesji?) do niekoniecznie fikcyjnych światów ojca przepastnej mitologii Cthulhu.

Po prawicy i lewicy Wielkiego Cthulhu pragnę postawić dwie zjawiskowe „przedwieczne ewangelie”. Moi faworyci. „Wola Claude'a Ashura” C. Halla Thompsona: na północnym wybrzeżu New Jersey stoi opactwo Inneswich bezlitośnie zarządzane przez Claude'a Ashura, od dziecka chorowitego, wyalienowanego, podszytego sadyzmem, naznaczonego jakąś niepojętą skazą. Zawsze wyczuwał to jego starszy brat Richard, który po krótkiej edukacji Claude'a na legendarnym Uniwersytecie Miskatonic w Arkham w Nowej Anglii, podejmie pierwszą próbę odkrycia obmierzłych sekretów młodego czarnoksiężnika. Kolejna okazja pojawi się po powiększeniu rodziny o uroczą Gratię Thane. Lovecraftowski burzyciel, zgroza w pradawnym opactwie i paranormalna esencja wręcz wylewająca się z każdej stronicy umownych wspomnień Richarda Ashura. Okultystyczny obłęd; w mackach paranoi i nieuchronności nieziemskiej tragedii. Szaleństwo skradające się w takt bębnów. Suspens, duchota, histeria i bezradność w obliczu czystego zła.

Nocny autobus” Donalda R. Burlesona do Brattleboro z bezimiennego miasteczka w północnym Vermoncie. Przejażdżka z obmierzłą kreaturą u boku. Cuchnący współpasażer z twarzą przypominającą pośmiertną maskę, bulgoczącym głosem, zaropiałymi oczami i łuskowatymi dłońmi. Krótkie i mocne! Obskurny klimat generowany poprzez towarzystwo postaci rodem z body horroru. Ekstremalnie niewygodna podróż, mistrzowskie pogrywanie dyskomfortem – w atmosferze błyskawicznie nawarstwiającego się niedookreślonego zagrożenia. Zaszczucie totalne z ogłuszającą eksplozją doznań na sam koniec.

Podania w mojej ocenie rewelacyjne. „Zagładę domu Duryea” Earla Peirce'a Jr. otwiera pierwsze spotkanie od dwudziestu lat Arthura Duryea z jego ojcem Henrym. Po śmierci ciotki, która izolowała chłopaka od rodziciela, wierząc, że ten mógłby go pożreć. Sam Henry złożył przysięgę we francuskim Pałacu Sprawiedliwości, że przez dwie dekady będzie się trzymał z dala od swego potomka. I wciąż zastanawia się, czy aby nie jest potworem. Wyjazd z synem do domku nad jeziorem w Maine być może ostatecznie to rozstrzygnie. Diaboliczny suspens. Nieubłaganie zbliżające się upiorności, nieznośne napięcie, gęstniejące mroki dusz ściśniętych w przeklętej chatce na odludziu. Prostota jest piękna... i straszna.

W „Zgrozie w Vecrze” Henry'ego Hasse'a dwóch zaprzyjaźnionych mężczyzn przybywa do osady w Nowej Anglii zamieszkałej przez garstkę podejrzanych osób. Jeden z przyjezdnych uparcie zgłębia wstrętne tajemnice tych niemal wymarłych stron, a drugi przygląda się temu z nieskrywanym sceptycyzmem i rosnącym zniecierpliwieniem. Do czasu. Zakazane księgi, niepokojące sny, skażona ziemia uprawna, sekrety jaru i przydomowego cmentarza. Upiorny klimacik w klaustrofobicznej mieścinie (witamy w nowym Dunwich). Duszna opowieść, z zegarmistrzowską precyzją manipulująca cięciwą emocjonalnego napięcia, bezlitośnie wciskająca właściwe guziki w odpowiednim czasie. Perfekcyjne rozłożenie środków ciężkości i genialne rozeznanie w możliwościach samej atmosfery. Majstersztyk formy i nieskończona potęga bezpretensjonalnej treści!
Pokój w piwnicy” Steffana B. Alettiego. W Londynie grasuje seryjny morderca albo, jak sądzi mało znany brytyjski badacz zjawisk parapsychicznych, najprawdziwsze monstrum. Źródłem jego podejrzeń jest niewiarygodna historia - potwierdzona osobistymi doświadczeniami - sir Harolda Wolvertona, założyciela Towarzystwa Spirytystycznego w Chelsea, któremu udało się nawiązać kontakt z drugą stroną. Niestety łowcy duchów nie trafili na życzliwego rozmówcę. (Nie)klasyczna ghost story. Namacalna groza w tajemnym pomieszczeniu w Domu Wolvertonów. Zaciskająca się obręcz strachu na szyjach nieszczęsnych śmiertelników. W klaustrofobicznej, szalonej izbie, z której pragnie się wyrwać nieludzka istota. Elektryzująca rzecz.
W „Mythos” autorstwa Johna Glasby'ego podążamy za Ralphem Mitchellem, który uzyskuje zgodę od komisji uniwersyteckiej na zorganizowanie na koszt uczelni ekspedycji archeologicznej na Wyspę Wielkanocną w celu zbadania tamtejszych wielce zagadkowych kamiennych posągów, które w przekonaniu protagonisty umieściła tam zaawansowana cywilizacja wiele wieków przed zaludnieniem tego miejsca. Wbrew nadziejom Mitchella mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej pilnie strzegą tajemnicy swojej ojczyzny; wyraźnie boją się zwierzać obcym, ale do coraz bardziej zniecierpliwionego naukowca mimo wszystko docierają fantastycznie brzmiące opowieści o Wielkich Przedwiecznych. Fascynujące sekrety wyspiarzy. Złowrogie figury z twardej rzeczywistości sprytnie wplecione w mitologię Cthulhu w (nie)boskiej scenerii odizolowanego lądu. Folklor i tajemna wiedza H.P. Lovecrafta. Sprawne dawkowanie napięcia i przepyszny klimacik wyspy tajemnic.
Powtarzająca się zagłada” S.T. Joshiego to historia pechowego archeologa, profesora Jeffersona Colera, który podczas zwyczajowych wykopalisk natrafia na zadziwiający przedmiot: prostokątne pudełko ze szkła lub kryształu, którego niepodobna otworzyć. Wraz ze swoim przyjacielem, zaufanym kolegą po fachu Collinsem, nieszczęśliwy znalazca bezskutecznie szuka informacji we własnych zbiorach ksiąg zakazanych, w tym w niesławnym „Necronomiconie” szalonego Araba Abdula Alhazreda. Wszystko zmienia starożytny papirus od niedawna będący w posiadaniu Uniwersytetu Miskatonic. Szalenie plastyczne opisy – słowa wprost rozpływające się w ustach. Wartko płynąca opowieść umiarkowanie tajemnicza, twardo osadzona w uniwersum Wielkich Przedwiecznych. Groźne znaleziska i tajemny kult, a w intrygę zupełnym przypadkiem, kosmicznym zrządzeniem losu, wmieszani naukowcy zdeterminowani, by zapobiec katastrofalnym skutkom własnej ciekawości. Nieodłączna cecha gatunku ludzkiego, która pewnie prędzej czy później doprowadzi go do zguby. Wyborna kolacyjka z Cthulhu przygotowana przez niewątpliwego znawcę tematu.
A o czym rozprawia David Kaufman w swoim „John Lehmann w samotności”? O zaprzyjaźnionych sąsiadach z rolniczego miasteczka Garlock's Bend. Bezimiennym farmerze prowadzącym oraz małżeństwie Johnie i Carrie Lehmannach, poczciwej parze, która nagle zaczyna zachowywać się nader osobliwie. Kobieta podobno mocno podupadła na zdrowiu, ale jej partner uparcie odmawia wtajemniczenia w sprawę coraz bardziej zaniepokojonego przyjaciela. Przelęknieni sąsiedzi stopniowo izolujący się na niewygodnej farmie przylegającej do tajemniczej rzeki. Szaleństwo ukradkiem wkradające się w proste życie ciężko pracujących, dobrych ludzi. Zagadkowa historia o wybitnie pechowym zakątku poza tym spokojnej prowincji. Kosmicznie zręczna żonglerka barwnymi piłeczkami nadnaturalnej intrygi.
W zaczętych przez Richarda F. Searighta, a dokończonych przez jego syna Franklyna Searighta „Mgłach śmierci” podążamy za Alanem Hasradem, reporterem z „Arkham Daily News”, który otrzymuje osobliwe listy od Bayarda C. Fletchera, w których frustrująco pobieżnie opisuje nienaturalne wydarzenia w Bramwell w stanie Massachusetts i prosi o niezwłoczny przyjazd do jego chatki między bagnami a jeziorem Shadow. Do miasteczka nawiedzonego przez zabójczą mgłę (bardziej Stephen King niż John Carpenter). Idylliczne miejsce terroryzowane przez nieziemskie zjawisko, za którym kryje się coś jeszcze bardziej plugawego. Sielanka mimowolnie przekreślona przez człowieka teraz pragnącego naprawić swój katastrofalny błąd. Nastrojowa pieśń o znajomych potwornościach. Swojska, wciągająca bajka ludowa z Nowej Anglii.

Okładka książki. „Acolytes of Cthulhu”, Titan Books 2014

Podania w mojej ocenie bardzo dobre. W „Siódmym zaklęciu” Josepha Payne'a Brennana poznajemy Emmeta Telquista, wiejskiego wyrzutka i zgorzkniałego mizantropa, który znajduje diabelską księgę niejakiego Teophilisa Wenna. I postanawia odprawić jeden z ujawnionych weń rytuałów. Wypowiedzieć tytułowe zaklęcie. Klimatyczna bagienna opowieść w gęstym lovecraftowskim sosie. Osaczająca nienazwana groza na „zakazanym terenie”; w niesławnym zakątku zamieszkałym przez zdumiewająco wyrośnięte ropuchy.
Redaktor „Akolitów Cthulhu”, Robert M. Price i Hugh B. Cave, wychodzą „Z czeluści pradawnych bluźnierstw”. Amerykanin Peter Macklin, doktorant antropologii, przebywa na Haiti, gdzie gromadzi materiały na temat religii vodun, a najbardziej interesuje go sekretny kult Przedwiecznych, do którego nieustraszonego badacza w końcu wprowadza miejscowy mężczyzna. Ciekawe zderzenie kulturowe. Tajemne obrzędy, niejasne zamiary wobec przybysza z bardziej ucywilizowanych stron, znajome bóstwa w barwnym opowiadaniu ezoterycznym. Pokłony dla Wielkiego Tulu!
W „Mózgu ziemi” Edmonda Hamiltona niejaki Morris po dwóch latach przypadkiem spotyka w Nowym Jorku starego przyjaciela (brata?) Clarka Landona, podróżnika, który cudem przeżył serię wstrząsów polarnych na biegunie północnym. Efekt domina – trzęsienia ziemi w innych częściach globu. Clark jest pewien, że wstrząsy sejsmiczne za nim chodzą. Mężczyzna zdaje Morrisowi szczegółowy raport z wyprawy polarnej, która miała sprowadzić na niego to niewyobrażalne przekleństwo. „W górach szaleństwa” Lovecrafta – tutaj w górze szaleństwa. Uczciwa ocena człowieka na planecie Ziemia. Miejscami może trochę zbyt rozwlekle, ale tekst nadrabia mroźnym powietrzem w „białej pustyni”. Kuriozalny pomysł niesamowicie działający na wyobraźnię. Nie chcę powiedzieć, że całkiem realna wizja, ale może... Jak się nad tym głębiej zastanowić:)
Kryształowy spadek” pióra Jamesa Causeya, zaczyna się od Jonathana Milesa, naukowca-podróżnika, który zgromadził ogromną fortunę, a teraz wielkimi krokami zbliża się do tamtej strony. Przy łożu śmierci czuwa jego kuzynka Agatha Simmons, niecierpliwie wyczekująca ostatniego tchnienia testatora. Przed śmiercią przebiegły Jonathan wręcza pazernej kobiecie wyjątkowy prezent: pierścień, który wkrótce wzbudzi obłędne podejrzenia ciemiężonego męża spadkobierczyni, Waltera Simmonsa. Przeklęta biżuteria, tajemniczy przybysz i ludzka chciwość. Angażująca historia nieidealnego małżeństwa oraz kuzyna z nader specyficznym poczuciem humoru. Złośliwe pożegnanie ze światem doczesnym, alarmistyczne wydarzenia w domu Simmonsów i spuścizna wyznawcy wiedzy tajemnej. Treściwie i z czarownym suspensem.
Koszmar w Dunstable” Arthura Pendragona. W 1920 roku Thomas Grail z Muzeum Brytyjskiego przybywa do tytułowej mieściny w Nowej Anglii, by odnaleźć zapiski wymarłego plemienia Massaquoit. I na wstępie dowiaduje się, że od jakiegoś czasu martwe zwierzęta spływają z prądem tutejszej rzeki do stawu. Thomas razem z lokalnym działaczem wejdą do lasu straszącego niewielką społeczność Dunstable, ludzi przekonanych, że nienaturalne wymieranie dzikik zwierząt ma ścisły związek z upiornymi ognikami widywanymi w tym przeklętym zielonym nieładzie. Straszliwa klątwa. Stare cmentarzysko i paranoiczne obozowisko. Terror w scenerii leśnej. Hipnotyczna narracja, nieprzekombinowana treść o mocnym zabarwieniu ludowym. Lęk skrada się niepostrzeżenie.
Kolejna propozycja Arthura Pendragona, „Dziecko piekieł” z Nowej Anglii. Doktor Nathan Buttrick odpowiada na nocne wezwanie Laurence'a Culluma, pacjenta ze zdiagnozowanym tętniakiem mózgu, przypuszczalnie doprowadzonym na skraj histerii. Pacjenta z wpływowego, acz stroniącego od ludzi rodu. Okazuje się, że do szaleństwa ostatniego przedstawiciela tej skrytej rodziny doprowadza odstręczająca wiedza o jego macosze Ligei i jej rzekomo zmarłym dziecku. Okropne dziedzictwo, wyniszczające tajemnice rodzinne, które wychodzą na jaw pewnej nocy w wystawnej posiadłości biednych Cullumów, we wrzącej od niestworzonych plotek mieścinie w mistycznej Nowej Anglii. Zew lelków i brudy kojca. W dzisiejszych czasach takie rzeczy spotkałyby się z powszechnym – słusznym – potępieniem, ale w epoce doktora Buttricka podobne sadystyczne praktyki w pełni usprawiedliwiała zabobonna mentalność. Zabobonna? Przykra opowieść, najwyraźniej obliczona na wprowadzenie w zgoła inny nastrój. Ale nawet czytana wbrew zamysłowi autora, zgniata obskurnym klimatem i pełzającą grozą. W strasznym zamczysku prominentnego rodu.
W „Ostatnim dziele Pietra de Apono” Steffan B. Aletti przedstawia studenta na tropie pilnie strzeżonego sekretu ofiary Inkwizycji, tytułowego światłego człowieka urodzonego w 1250 roku i wedle wyłącznej wiedzy bezimiennego bohatera opowiadania, za życia będącego w posiadaniu jakiejś przerażającej księgi. Może paskudny „Necronomicon”? Ciekawość pierwszym stopniem do piekła, do potwornej katorgi ludzkiej duszy. Zakazany rytuał... przez tego, który wieki temu go odprawił. Prosto, zwięźle i na temat. Plus duszna atmosfera, koszmarem spoza czasu i przestrzeni pożądanie napiętnowana.
Zgroza z otchłani czasu” spłodzona przez Randalla Garretta przenosi nas na pokład „Białego Księżyca”, pokonującego Południowy Pacyfik. Wyprawa, podczas której zawiązuje się więź przyjaźni pasażera z ogarniętym złymi przeczuciami kapitanem statku. Doświadczonym wilkiem morskim fantazjującym o prastarej inteligencji przyczajonej w oceanicznej głębi. Gdy przed załogą nieoczekiwanie wyłania się ląd, oczom prawdopodobnie jedynego pasażera ukazuje się zatrważający widok, w jego przekonaniu jak najbardziej warty dokładniejszego zbadania. Morska opowieść o koszmarnym znalezisku. Lovecraftowska trwoga w kamiennej pułapce. Zimna, pełzająca, podskórna groza niewiadomego, a raczej niedookreślonego, pochodzenia. Ale domknięcie niezbyt satysfakcjonujące – nie z takim przytupem, o jaki aż się to urocze opowiadanko prosiło.

Podania w mojej ocenie dość dobre, całkiem niezłe. „Klejnoty Charlotte” Duane'a Rimela czyli umowna historia Constantine'a Theunisa. W podupadłym, odizolowanym, starym miasteczku ciągle mówi się o skarbie Charlotte. Dwóch agentów federalnych, szeryf hrabstwa i młodsza wersja snującego tę opowieść Constantine'a zahaczają o mroczne tajemnice domu na wzgórzach oraz budzącego powszechny lęk dzwonu. Nieprzepuszczalna aura tajemnicy. Historia niedopowiedziana, przy czym nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że nie tyle z wyboru, ile braku pomysłu na rozwinięcie jakże frapujących wątków. Intrygujące, ale summa summarum nieodróżnialne, gubiące się w tłumie podobnych, opowiadanie szkatułkowe.

Waza” pióra Charlesa R. Tannera traktuje o niezwyczajnym zakupie. W 1940 roku prywatny kolekcjoner antyków i innych egzotycznych przedmiotów, James Francis Denning, w sklepie ze starzyzną wypatrzył bezcenną wazę z fajansu. Rzecz, którą jego przyjaciel postara się otworzyć. „Władca życzeń” Roberta Kurtzmana. Ujmująca prostotą przypowieść o niezwykłej galarecie, Blobie okultystycznego półświatka. Konkretne opowiadanie na krótkotrwałe rozerwanie.
W „Pod kątem, do innego świata” Elwina G. Powersa spotykamy studenta przygotowującego się do egzaminu w Bibliotece Uniwersyteckiej, gdzie niebawem zagadnie go nieznajomy dżentelmen oferujący natychmiastowy wgląd w jego imponujący księgozbiór. W dziwnym domu obcego człeka. Mitologia Cthulhu w niewyczerpującym wydaniu. Zaledwie liźnięcie pasjonującego tematu. Obiecujące zawiązanie fabuły i nieco rozczarowujące rozwiązanie. Nie tyle zmarnowany, ile nie w pełni wykorzystany gargantuiczny potencjał.
Oko Horusa” Steffana B. Alettiego pochyla się nad nowojorskim egiptologiem amatorem George'em Warrenem, organizującym ekspedycję badawczą, która koniec końców doprowadza go do najpewniej od tysięcy lat nieotwieranego grobowca, do nieprzebranych skarbów w zatęchłym, piekielnie gorącym siedlisku nadnaturalnej siły. Szybka piłka, którą w sumie przydałoby się trochę podkręcić. Dodać jakiś składnik, bo choć wchłania się gładko, zdaje się nie mieć ambicji zakotwiczenia w pamięci zaprawionego w mrocznych klimatach odbiorcy.
W „Wiedzy nekrotycznej” Dirka W. Mosiga przenosimy się do Starej Książnicy Okultystycznej, którą nawiedza roszczeniowy klient. Niezwykły jegomość domagający się „Księgi nekrotycznej”, najwyraźniej dobrze wiedząc, jak nieludzko ta bestia zwykła obchodzić się z nieostrożnymi ludźmi. Business is business. A na fanatykach można naprawdę sporo zarobić. Sklepik z marzeniami adeptów wiedzy tajemnej. Wisielczy humor, makabreska co prawda nie najwygodniej się (przeze mnie) czytająca – nie tylko przez łamaną polszczyznę (zapewne staranny, wierny przekład), przede wszystkim przez lekko chaotyczny sposób budowania tej opowieści – ale grunt, że z inwencją.

Okładka książki. „Культ Ктулху”, ACT 2016

Podania w mojej ocenie przeciętne. „Litery z zimnego ognia” Manly'ego Wade'a Wellmana otwierają odwiedziny nieprzyjaciela. Rowley Thorne zakrada się do sypialni, w której powoli żegna się z życiem Cavet Leslie, schorowany człowiek będący w posiadaniu wymarzonej księgi włamywacza parającego się czarną magią. Księgi ponoć wręczanej wszystkim absolwentom bliżej nieznanej Podziemnej Szkoły. Rowley dopnie swego, ale na jego nieszczęście sprawą przypadkiem zainteresuje się jego największa zmora, nieustraszony John Thunstone. Prawie jak przygody Sherlocka Holmesa – tyle że zamiast finalnie prozaicznych detektywistycznych perypetii mamy pojedynek najprawdziwszych magów. Sensacyjna historia ze skąpą posypką nieznanego. Pomysł intrygujący, niezbyt przekonała mnie jednak tonacja tego utworu.
Więcej jest rzeczy...” Jorge'a Luisa Borgesa. Prawie absolwent Uniwersytetu Teksańskiego w Austin zostaje nieprzyjemnie zaskoczony wiadomością o śmierci wuja. Posiadłość ukochanego krewnego protagonisty, Casa Colorada, zostaje wystawiona na licytację, a szczęśliwym zwycięzcą zaciekłego pojedynku jest cudzoziemiec Max Preetorius, skryty jegomość, który wzbudza wielkie zainteresowanie młodego przewodnika po niniejszym świecie przedstawionym. Opowieść jakby niedokończona. Ledwo się rozkręci, a już się kończy. Niezgorzej się buduje – powoli, z namaszczeniem, pietyzmem godnym lepszej sprawy, z imponującą dbałością o paranoiczny klimat – ale, że tak to ujmę, z dużej chmury zaskakująco mały deszcz.
Cynowy pierścień” Petera Cannona koncentruje się na Edmundzie Aymarze z zaściankowego Westchester, który przeprowadza się do Nowego Jorku, gdzie dostał pracę w branży wydawniczej. Marzycielu coraz częściej wybiegający myślami w przeszłość, śniący o swoim prapradziadku Johnie Marshallu Aymarze, który w ten sposób naprowadza go na tytułowy przedmiot o niezwykłych właściwościach. Obiecujący, acz nieinnowacyjny motyw przewodni. Mnóstwo możliwości, autor z jakiegoś niezrozumiałego powodu w moim przekonaniu nie zechciał jednak z żadnej w wystarczającym stopniu skorzystać. Ledwie musną temat, muszę jednak przyznać, że przyłożył się do budowy nostalgicznego klimatu – zaraźliwa tęsknota za względnie odległą przeszłością.
Fioletowa śmierć” autora arcydzieła literatury światowej, ponadczasowej powieści „Golem”, Gustava Meyrinka. Anglik sir Hannibal Roger Thornton, podczas pobytu w Indiach, reaguje na niespodziewany donos o wstrętnym wąwozie, ziemi podobno zamieszkałej przez plemię należące do rasy tybetańskiej, które czci szatańską istotę w postaci pawia. Thornton podejmuje – niestety skuteczną – próbę wtargnięcia na to zatrute odludzie. Niezły zwrot akcji, nie mogę jednak pozbyć się myśli, że sławnemu pisarzowi zabrakło cierpliwości na maksymalnie efektywne pociągnięcie tej opowiastki. Za szybko, ale nutka humoru na pewno mocno przysłużyła się tej niezbyt emocjonującej „fioletowej przyśpiewce”.
Inna niekwestionowana gwiazda światowej sceny wydawniczej, Neil Gaiman zachęca do skosztowania „Starego a Osobliwego Piwa Shoggotha”. Amerykanin Benjamin Lassiter w trakcie rozczarowującej pieszej wycieczki po brytyjskim wybrzeżu natrafia na wieś Innsmouth. Kieruje się do tutejszego baru, gdzie przysiada się do niego dwóch mężczyzn, z którymi spędza rozkoszny wieczór suto zakrapiany tytułowym trunkiem. Wszystko co dobre kiedyś musi się jednak skończyć. Dowcipnie o akolitach z legendarnej osady. Okazuje się, że nie tylko Stany Zjednoczone mają swoje Innsmouth. Oślizgłe macki koniec końców zduszą humor, obawiam się jednak, że mrok ani razu nie zagęści się w stopniu wystarczającym do sprostania wymaganiom amatorów lovecraftowskich doznań. Owszem, zrobi się szaro, ponuro i ogólnie nie do pozazdroszczenia, niemniej spokojnie można było dołożyć do tego kameralnego ogniska nadnaturalności ze dwie szczapki.

Podanie w mojej ocenie słabowite. „Wojna ostateczna” Davida H. Kellera czyli proroctwo odkryte przez niejakiego Thompsona w jego odludnej bibliotece. Apokalipsa Wielkiego Cthulhu, okrutnego bóstwa przybierającego różne kształty, którego plan szczęśliwie zostaje przejrzany przez marzyciela ze starą księgą objawienia. Tak niewiarygodna historia, że aż zakrawająca na parodię mitologii Lovecrafta. Właściwie mam podejrzenie graniczące z pewnością, że taki właśnie był zamiar autora. Tak czy inaczej, nieśmieszna historyjka; toporna, bazująca na banalnym motywie, nieozdobiona praktycznie żadnym przykuwającym moją uwagę upiornym świecidełkiem.

Kronik Arkham znakomity ciąg dalszy. Szczodry zbiór mitów absolwentów Uniwersytetu Miskatonic. Olśniewająca kolekcja nie tylko dla kultystów, umiłowanych badaczy bestiariusza Howarda Phillipsa Lovecrafta, wszakże to może też być doskonałe wprowadzenie w niesamowicie obszerną bibliotekę spoza czasu i przestrzeni. „Akolici Cthulhu” serdecznie zapraszają wytrwałych poszukiwaczy nadnaturalnej grozy w literaturze do wspólnego świętowania. Aż dwadzieścia osiem horrorów lovecraftowskich zgromadzonych przez Roberta M. Price'a. Wielka uczta wyobraźni!

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

wtorek, 17 października 2023

Zakupy

 
Paczka czytelnicza z powieścią gotycką Ann Radcliffe pierwotnie wydaną w 1796 roku, ostatnią opublikowaną za życia autorki; z najnowszym horrorem Grzegorza Kopca, zbiorem opowiadań Gustava Meyrinka i dwutomową antologią krótszych opowieści z dreszczykiem. Są i pierwsze tomy Mistrzów Horroru i Fantastyki od Hachette – niektóre tytuły wprawdzie posiadam, ale wydania na tyle wpadły mi w oko, by zamówić prenumeratę;) Poza tym parę książek w ramach uzupełnienia - w większości o historie zombiastyczne - kolekcji grozy wydawnictwa Amber.
 

 
Gustav Meyrink „Gabinet figur woskowych”
Grzegorz Kopiec „Plon”
Ann Radcliffe „Italczyk albo Konfesjonał Czarnych Pokutników” (trzy części w dwóch tomach)
Antologia „Wielka Księga Potworów” tom 1
Antologia „Wielka Księga Potworów” tom 2
Leopoldo Gout „Radio duchów”

 

 
Herbert George Wells „Wehikuł czasu”, „Niewidzialny człowiek”
Mary Shelley „Frankenstein”
Robert Louis Stevenson „Doktor Jekyll i pan Hyde”, „Olalla”, „Markheim”, „Pawilon wśród wydm”
S.G. Browne „Lament zombie”
Brian Keene „Noc zombie”
Nate Kenyon „Krew zombie”

niedziela, 15 października 2023

„Mroczne żniwa” (2023)

 
W małym amerykańskim miasteczku w każde Halloween organizowana jest śmiertelnie niebezpieczna gonitwa, w której udział biorą nastoletni chłopcy. Ich zadaniem jest uniemożliwienie Jackowi Piłozębnemu, monstrum przez cały rok dojrzewającemu w polu kukurydzy, dotarcie do kościoła przed północą. Ostatnim zwycięzcą zawodów jest Jim Shepard, który zgodnie z tradycją otrzymał nowy samochód, czek na dużą sumę oraz prawo i zarazem obowiązek wyjazdu z miasteczka, a jego rodzinie przekazano okazały dom. Wbrew zasadom w najbliższej pogoni za Jackiem Piłozębnym ma zamiar uczestniczyć młodszy brat ostatniego zwycięzcy Richie Shepard, który wkrótce zawiąże sojusz z nową dziewczyną w mieście, mającą złą opinię Kelly Haines.

Plakat filmu. „Dark Harvest” 2023, Metro-Goldwyn-Mayer (MGM), BCD Travel, Matt Tolmach Productions

W 2006 roku amerykańskie wydawnictwo Cemetery Dance Publications wypuściło limitowaną (2000 egzemplarzy z autografami) edycję powieści Normana Partridge'a pt. „Dark Harvest”, która została uhonorowana Nagrodą Brama Stokera w kategorii Best Long Fiction, nominowana do World Fantasy Award i International Horror Guild Award oraz trafiła na listę stu najlepszy książek 2006 roku magazynu „Publishers Weekly”. Prawa do sfilmowania „Dark Harvest” najpierw nabyła firma New Regency, a w 2020 roku ich nową posiadaczką stała się kultowa marka Metro-Goldwyn-Mayer. Wcześniej, we wrześniu 2019 roku, ogłoszono, że obraz wyreżyseruje David Slade - twórca między innymi „Pułapki” (2005), „30 dni mroku” (2007) i jednego segmentu w antologii filmowej „Nightmare Cinema” (2018) – w oparciu o scenariusz Michaela Gilio, a głównymi producentami będą Matt Tolmach i David Monpearl. Firma Metro-Goldwyn-Mayer utrzymała w mocy powyższe decyzje New Regency, ale rozszerzyła udział Michaela Gilio o produkcję wykonawczą. Film kręcono w Beausejour i Winnipeg w Kanadzie, a premierę zaplanowano na 24 września 2021 roku (start dystrybucji kinowej), z powodu pandemii COVID-19 wydarzenie zostało jednak przesunięte na 9 września 2022 roku. Ostatecznie „Mroczne żniwa” (oryg. „Dark Harvest”) pokazano tylko w wybranych kinach (sieci Alamo Drafthouse Cinema) wyłącznie 11 października 2023 roku, a dwa dni później film został wpuszczony na platformy VOD. Ostatni film wydany wyłącznie przez Metro-Goldwyn-Mayer, w związku z utworzeniem Amazon MGM Studios Distribution.

Głodowe igrzyska śmierci (cykl dystopijnych powieści Suzanne Collins), noc oczyszczenia (filmowa seria zapoczątkowana w 2013 przez Jamesa DeMonaco) i loteria (opowiadanie Shirley Jackson) w bezimiennym miasteczku na Środkowym Zachodzie. Szaleńcza gonitwa za żywym strachem na wróble, Jackiem Piłozębnym (Sawtooth Jack), organizowana przez lokalny Związek Żniwiarzy w celu powstrzymania katastrofy (nie)naturalnej. Dyniogłowy (horror Stana Winstona z 1995 roku, pierwszy z serii) z mrocznej nocy stracha na wróble (horror Franka De Felitty z 1981 roku) kontra banda wygłodzonych młodzieńców. Upiorna opowieść po zmroku (w liczbie mnogiej: film André Øvredala na podstawie historii z dreszczykiem zebranych w trzech tomach przez Alvina Schwartza), znana urban legend przepuszczona przez ciekawą wyobraźnię Normana Partridge'a, amerykańskiego powieściopisarza specjalizującego się w gatunkach horror, kryminał. Slasher w rytmie dark fantasy (przyjemne skojarzenia z „Chłopcami z drzew” Nicholasa Verso). W prologu „Mrocznych żniw” zobaczymy jak nastoletni Jim Shepard (przykuwający uwagę Britain Dalton, niestety, w epizodycznej rólce), starszy brat głównego bohatera filmu Richiego (charyzmatyczny występ Caseya Likesa), gwiazda szkolnej drużyny futbolu amerykańskiego, zapisuje się w historii swojego rodzinnego miasteczka. Jak dołącza do panteonu herosów tych przeklętych stron. Człowiek, który zgładził ubiegłorocznego Jacka Piłozębnego, podobno nadnaturalną istotę z cukierkowymi wnętrznościami zwyczajowo pożeranymi przez w większości zamaskowanych uczestników halloweenowego wyścigu po sławę, pieniądze, nowiutki samochód, wygodny dom dla najbliższych i upragnione prawo do ruszenia w świat, z którego trzeba skorzystać zaraz po balu, gdzie zwycięzca jest gościem honorowym. Imprezie zamkniętej (tylko dla wybranych mieszkańców) obywającej się tuż po zgładzeniu potwora z pola kukurydzy. Szczodrze obdarowany bohater wieczoru po balu w burzy oklasków i nabożnych, dopingujących okrzyków wsiada do pachnącego nowością pojazdu, by niezwłocznie przekroczyć granicę ciasnej mieściny. Emisariusz nienazwanego amerykańskiego miasteczka rolniczego. Właściwa akcja „Mroczny żniw” rozgrywa się dwanaście miesięcy po wielkim zwycięstwie Jima Sheparda. Podążamy za jego młodszym bratem Richiem, zdecydowanym by złamać jedną z twardych zasad obowiązujących w tej części Stanów Zjednoczonych. Gdzie władzę najwyraźniej od dawna dzierży Związek Żniwiarzy, organizatorzy i jedyni sponsorzy nagród w halloweenowych gonitwach za postrachem tutejszej ludności. Intrygująca koncepcja obudowana stylowymi, smakowicie mrocznymi zdjęciami Larry'ego Smitha i nastrojową, aczkolwiek trochę nieśmiałą ścieżką dźwiękową Briana Reitzella. Z charakternym duetem na czele. Podróż do przeszłości albo pobyt w miejscu, w którym czas zatrzymał się najdalej w latach 90. XX wieku, współczesnej mieścinie uroczo trącącej myszką. Straceni chłopcy z Gatlin w Nebrasce:) Wychudzony upiór dyniogłowy przez cały rok dojrzewający na wysokiej drewnianej sztaludze Między Rzędami, a oswobadzany w halloweenowy wieczór, by podjąć próbę dostania się do miejscowego kościoła. Jeśli przed wybiciem północy nie zostanie powstrzymany przez tutejszą młodzież płci męskiej miasteczko nawiedzi straszliwa plaga, wielki kataklizm, który w przeszłości przynajmniej raz się przydarzył. Tak twierdzi bezwzględny cerber Związku Żniwiarzy, człowiek od brudnej roboty, oficer Jerry Ricks (przekonująca kreacja Luke'a Kirby'ego). Strzegący granic miasteczka, pilnujący by nikt nie wymknął się z tej najwidoczniej obłożonej wielce zagadkową klątwą - może trochę zbyt zagadkową? - mieściny. Wypuszczani są tylko ludzie posiadający pozwolenie od Związku Żniwiarzy, o które trzeba się ubiegać nawet, kiedy najdzie ochota na krótki wypad za miasto, nie mówiąc już o definitywnym pożegnaniu z tą trującą ziemią.

Materiał promocyjny. „Dark Harvest” 2023, Metro-Goldwyn-Mayer (MGM), BCD Travel, Matt Tolmach Productions

Halloweenowa masakra upiornego chudzielca z nadludzką siłą. Naprawdę solidna robota twórców efektów specjalnych; postać, która może na trwałe zapisać się w historii gatunku. Tak realistycznie się prezentujących i tak pomysłowo zaprojektowanych bestyjek we współczesnym kinie grozy ze świecą szukać. „Mroczne żniwa” Davida Slade'a to wyższa jakość tak zwanego krwawego horroru - właściwie umiarkowanie makabryczna, brutalna, ale w stylu szybkim, nietorturująca wrażliwych widzów pornograficznymi zbliżeniami na paskudne obrażenia cielesne, legenda o nienazwanym miasteczku. Gdzie stosowna atmosfera jest co najmniej równoprawnym uczestnikiem wydarzeń. Ponury, lekko chropawy klimat odizolowanej miejscowości kukurydzianej z restrykcyjnymi zasadami, złowroga aura co najmniej od dekad dusząca tę małą społeczność gdzieś na Środkowym Zachodzie Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Okropne przeznaczenie młodzieży spoza czasu i przestrzeni. Strefa Mroku Ponurych Żniwiarzy. Terror konieczny, jak się wydaje niechciana tradycja, której niepodobna porzucić. Okropny obowiązek tubylców. Zabójcze obchody Halloween w królestwie Związku Żniwiarzy. Wśród licealistów są tacy, którzy myślą, że to zwykła zabawa, pogoń za człowiekiem przebranym za Jacka Piłozębnego, a nie jak wmawiają im starsze pokolenia, walka na śmierć i życie z nadnaturalną istotą. Inni nie mają wątpliwości, że potwór istnieje i nie zawaha się zabić każdego, kto stanie mu na drodze do świątyni. Richie Shepard swoje przemyślenia na temat Jacka Piłozębnego zatrzymuje dla siebie. Zakładając, że jakieś ma, wszystko wskazuje bowiem na to, że od roku jego myśli zajmuje głównie starszy brat i zarazem najlepszy przyjaciel, ulubiony syn, który jeszcze nie wrócił do domu. Richie z jednej strony pragnie wyjść z cienia brata, udowodnić rodzicom, że jest w stanie dokonać tego, co Jim, ale niewykluczone, że zdążył utwierdzić się w przekonaniu, że to jedyny sposób na zobaczenie się z ukochanym bratem. Enigmatyczne pocztówki i jednostronicowy list – to wszystko, co Richie dostał od Jima po jego szumnym wyjeździe z kukurydzianej pułapki. Tak naprawdę nawet nie zna aktualnego miejsca pobytu jedynego brata, który zawsze go wspierał. Niedawno do miasteczka sprowadziła się czarnoskóra dziewczyna nazwiskiem Kelly Haines (bezbłędna kreacja Emyri Crutchfield), nastoletnia pracownica miejscowego kina, która podobno wykazuje niezdrowy pociąg do ognia. Piromanka, która, o zgrozo (zgorszone spojrzenia na dorocznym balu), wpadła w oko białemu chłopakowi. W dodatku chłopakowi ze ścisłego kręgu rodzin fartownych – żyjących dostatnio dzięki imponującym staraniom jednego z ich członków. Zawsze jednego, ale Richie może złamać ten wieloletni zwyczaj. Rodzeństwu zwycięzców nie wolno brać udziału w halloweenowych gonitwach, taka jest zasada, ale główny bohater „Mrocznych żniw” Davida Slade'a w nosie ma obostrzenia Związku Żniwiarzy. Tak jak Kelly, bo dziewczynom też nie wolno ganiać za Jackiem Piłozębnym – naturalnie niemile widziane jest też podpalanie cudzych obiektów, Richie nie ma jednak pewności, czy to aby nie przebrzydłe pomówienia dyktowane rasizmem ewidentnie panującym w tej klaustrofobicznej mieścinie – a to właśnie z nią młody Shepard zawiąże coś w rodzaju sojuszu. Połączą siły w pogoni za istną maszyną do zabijania. Fontanny krwi, ludzie dosłownie rozrywani gołymi rękami przez wymyślną, ale nieprzekombinowaną postać upiorną, „kukurydziany pomiot” zawzięcie prący w kierunku kościoła. Zamaskowani chłopcy zachowujący się jak dzikie zwierzęta – wypuszczeni z klatek przez własnych rodziców i innych opiekunów prawnych po trzydniowym ścisłym poście – czy raczej bezrozumny żywioł zmiatający wszystko i wszystkich z drogi, o którą przynajmniej większość młodych zawodników się nie prosiła. Wypychani z domów przez bliskich liczących na poprawę swojego statusu materialnego. Kasa ważniejsza od bezpieczeństwa własnych synów? A może wśród zwykłych obywateli tego hipnotycznego świata przedstawionego najzwyczajniej panuje przeświadczenie, że nie mają innego wyjścia, że przeciwstawienie się woli rządzących sprowadziłoby dotkliwe problemy, a może nawet śmierć, na całą rodzinę? Tak czy inaczej, ta przepięknie trzymająca w napięciu noc nie przebiegnie zgodnie ze sprawdzonym scenariuszem. Może nie od razu noc pełna niespodzianek, myślę jednak, że przynajmniej raz uda się twórcom zaskoczyć co poniektórych obserwatorów bezlitosnego wyścigu. Piorunującej przygody ze straszydłem z pola kukurydzy. Smutnej strasznej historii, która do finiszu dobije między napisami końcowymi.

Mroczne żniwa” Davida Slade'a, na podstawie powieści Normana Partridge'a, to jedno z moich największych tegorocznych odkryć filmowych. Jeden z moich ulubieńców wśród filmów grozy wydanych w roku 2023. Horror z charakterem, żeby nie powiedzieć nieśmiertelną duszą. Barwna osobowość w morzu współczesnych plastikowych siekanin. Slasher w klimacie dark fantasy. Niebanalna legenda miejska najdotkliwiej urzeczywistniania hallloweenową porą. Gorąco namawiam wszystkich amatorów mocniejszych wrażeń do skosztowania tego produktu. Do odwiedzenia anonimowego miasteczka nawiedzonego przez dyniogłowego piechura. Do „wzięcia udziału” w elektryzującym wyścigu w krainie kukurydzy, małej ojczyźnie Jacka Piłozębnego.